sobota, 22 lutego 2020

"Posłuszna żona"- Kerry Fisher

        Idealni mężczyźni- piękni, inteligentni i bogaci, obiekt pożądania wielu kobiet. Idealna rodzina- zżyta, towarzyska, wpływowa i lojalna. Ale czy na pewno? Czy to tylko maski, pod którymi kryją się sekrety i kłamstwa? Przekraczając próg pewnej włoskiej rodziny, musisz grać według ich reguł. Inaczej staniesz się "czarną owcą", popychadłem, z którym nikt się nie liczy. Pytanie tylko, czy dla tej tej miłości, warto jest się tak poświęcić?


     "Posłuszna żona" Kerry Fisher to historia dwóch kobiet, które w różnych odstępach czasu, weszły do rodziny Farinellich, jako drugie żony. Pierwszą z nich jest Laura, która ponad 10 lat temu poślubiła Massimo- typowego samca alfę. Tuż po urodzeniu synka, kobieta całkowicie zrezygnowała z pracy na rzecz domu. Ich tajemniczy i bardzo skryty syn Sandro, nie do końca spełnia oczekiwania Massimo o idealnym potomku, w związku z czym Laura stale musi chronić ukochanego jedynaka przed wybuchowym ojcem. Piękny i przestronny dom, seksowny mąż oraz wygodne i luksusowe życie powinny być dla Laury spełnieniem najskrytszych marzeń. Jednak jest coś, co spędza jej sen z powiek- tylko ona zna prawdę o swoim "idealnym małżeństwie" i tylko ona odkrywa mroczny sekret Massimo, który może zniszczyć całą tę kochającą się rodzinę. 
       Druga z nich to Maggie- skromna i pracowita kobieta, która w końcu znalazła miłość swojego życia, poślubiając Nico, brata Massimo. Bystra, odważna i optymistyczna, dobrze wie czym jest bieda i ciężka praca. Z pierwszego związku ma otwartego i zdolnego syna, Sama, a teraz również zbuntowaną pasierbicę Francescę, które nie pała do niej sympatią. W nowym domu, nowej rodzinie, czuje się zupełnie obco. Pewnego dnia Maggie zupełnie przez przypadek odnajduje tajemniczą szkatułkę, należącą do zmarłej żony Nico, w głębi której tkwi miłosny liścik od ukochanego. Liścik, który zniszczy dotychczasowy obraz doskonałej i troskliwej kobiety, za jaką uważana była zmarła. 

     "Posłuszna żona" to przede wszystkim powieść o kobietach, które wchodząc do rodziny jako te drugie, stale muszą mierzyć się z licznymi porównaniami, niechęciami i rywalizacją o uwagę i szacunek. W takich chwilach ważne jest wsparcie bliskich oraz silny charakter. Jak wiadomo, kobiety, które stały się tymi drugimi żonami, w każdej godzinie muszą mierzyć się z "duchem" ich poprzedniczki, szczególnie na początku swojego nowego życia. Muszą zyskać przychylność nowej rodziny i sprawić, by i ona ją pokochała. A to nie jest takie proste. To właśnie z takimi problemami zmagają się nasze główne bohaterki, między którymi istnieje wiele niedomówień i sprzecznych sygnałów, ale z biegiem czasu ta dziwna relacja przekształca się w prawdziwą przyjaźń. Przyjaźń, która zapoczątkuje ich drogę do niezależności, pełni szczęścia i bezpieczeństwa, bez kłamstw, przemocy i upokarzania. To historia, która powinna być bardzo wzruszająca i emocjonująca, a w konsekwencji okazała się bezbarwna i nudna.

     Początek zapowiadał się bardzo ciekawie i ekscytująco. I choć już na "dzień dobry" wiadomo było, że nowa rodzina wcale nie jest taka idealna, ma swoje tajemnice, których jest coraz więcej, to nadal z ogromnym zainteresowaniem towarzyszyłam naszym bohaterkom w ich codziennych zmaganiach. Jednak po pewnym czasie fabula stała się zbyt nużąca i przewidywalna. Zabrakło mi w nich nagłych zwrotów akcji, które podsycałyby adrenalinę. Niestety, nawet włoska krew, która płynęła w żyłach męskiej płci nie spełniła moich oczekiwań. Zamiast dynamicznego i wybuchowego charakteru naszych bohaterów, dostałam ich nikłą namiastkę. 

     Podsumowując, "Posłuszna żona" Kerry Fisher, pomimo moich szczerych chęci, okazała się przeciętną powieścią obyczajową, która mocno mnie rozczarowała. Nieobliczalni i pełni temperamentu włoscy przystojniacy, zostali zastąpieni przez wypranych z silnych emocji, zwykłych mężczyzn. W porównaniu z nimi,  to Maggie miała więcej werwy i krzepy. To powieść, która zaczyna się dobrze, a kończy tak sobie, bez szybkiej akcji, charyzmatycznych bohaterów i ciekawych wydarzeń. A szkoda, bo miała ona w sobie potencjał.

  

środa, 19 lutego 2020

"Ostatni, który umrze."- Tess Gerritsen

       Moje comiesięczne wizyty w bibliotece zawsze obfitują w ogromny stosik książek, jakie wracają ze mną do domu. Oczywiście nie może w nim zabraknąć moich ulubionych serii, jak te autorstwa Nesbo, Puzyńskiej czy też Gerritsen. Ta ostatnia coraz częściej zamieszkuje moje półki. Tym razem w ręce wpadł "Ostatni, który umrze". Jak widać, zapowiada się fantastyczna lektura.


     Tajemniczy i bestialski atak na pewną rodzinę, zszokował mieszkańców Bostonu. Ofiary, czyli dwoje dorosłych i ich trzy adoptowane córki, zostały zabite strzałami w głowę. Nie ulega wątpliwości, że była to prawdziwa egzekucja. Z tej tragedii ocalał jedynie czternastoletni Teddy Clock, który również był adoptowany. Jako jedyny zdążył się schować pod łóżkiem w swoim pokoju, który sprawiał wrażenie niezamieszkałego. Okazuje się, że chłopiec dwa lata temu także cudownie przeżył masakrę, w której zginęła cała jego rodzina. Nic więc dziwnego jest jest bardzo milczący i przestraszony. Tutejsza policja ma nie lada problem z wytypowaniem sprawcy tego morderstwa. Jane Rizzoli została wydelegowana do rozmowy z chłopcem oraz znalezienia mu bezpiecznego miejsca. Niestety, niebawem ponownie ktoś poluje na Teddy'ego i Jane musi jak najszybciej umieścić go tam, gdzie nikt go nie znajdzie- w Evensong, prywatnej szkole dla dzieci z traumatyczną przeszłością. Z dala od społeczeństwa, z ogromnymi murami i wszelkimi zabezpieczeniami, to miejsce wydaje się być wręcz idealne. Jak się okazuje, niedawno do tej szkoły trafiło jeszcze dwoje innych dzieci, z identyczną przeszłością, a wokół nich zaczynają dziać się dziwne rzeczy, budzące strach i przerażenie. Czyżby tamten morderca odnalazł jakimś cudem te dzieci i powrócił, by dokończyć swojego dzieła? Jeżeli tak to kim jest i dlaczego poluje na te niewinne nastolatki? Czyżby coś łączyło te dzieci?

    "Ostatni, który umrze" już na wstępie zawładnął moim umysłem i przez cały czas podsycał moją ciekawość oraz buzującą we mnie adrenalinę. Niestety, już jeszcze tego samego dnia dopadła mnie straszna migrena i wykluczyła z poprawnego funkcjonowania na kilka dobrych dni. Mogłam zapomnieć o czytaniu i relaksowaniu się. Jak już się uporałam z tym okropnym bólem, ponownie sięgnęłam po tę książkę, od której nie było już odwrotu. 

     Fabuła- genialna, wciągająca i nieszablonowa, a w dodatku bardzo ekscytująca. Historia, w której ofiarami są dzieci, zawsze silniej działa na moje emocje, przez co jeszcze bardziej ją przeżywam. A jeśli dodamy do tego nieobliczalnego i nieuchwytnego mordercę, który jest niczym duch, to liczne palpitacje serca gwarantowane. W zetknięciu się z takim przestępcą, nasi policjanci przez większość czasu byli wręcz bezbronni, stając się pionkami w jego grze. Grze bardzo niebezpiecznej, w której aż do samego końca nie można było przewidzieć wyniku owej potyczki. Oczywiście, tam gdzie trzeba było, nasi bohaterowie wykazali się wielka odwagą, zręcznością i sprytem. We wszystkich powieściach Tess Gerritsen, jakie dotąd przeczytałam, tutaj skonstruowany przez nią profil mordercy, był najbardziej intrygujący i przykuwający uwagę. 

     Kolejna zaletą jest bardzo dynamiczna akcja. Akcja, która wystrzeliła już od pierwszego rozdziału i galopowała dalej, coraz szybciej, aż do samego finału. Finału, który mocno mnie zaskoczył, szczególnie jeśli chodzi o jego bohaterów. Tak zawrotne tempo nie dawało mi wielkiego pola do namysłu, bowiem całą sobą podążałam za tą historią. Historią, która wzrusza, szokuje i wzbudza sporo współczucia. 

   Podsumowując, "Ostatni, który umrze" Tess Gerritsen to mocno wciągający i niezmiernie frapujący thriller psychologiczny, który urzeka czytelnika świetną fabułą i ogromną dawką niebezpiecznych wydarzeń. Wszystko to wzbogacono również o nagłe zwroty akcji i coraz bardziej charyzmatycznych bohaterów, o których aż chce się czytać.  Ta powieść to kolejna genialna część serii Rizzolii/ Isles autorstwa Tess Gerritsen, z jaką miałam przyjemność spędzić każdą wolną chwilę.

niedziela, 16 lutego 2020

"Arachne"- Tomasz A.M. Trawczyński

        Tę powieść miałam przyjemność przeczytać dzięki uprzejmości samego autora. Od pana Tomasza otrzymałam niewielką paczuszkę, a w niej książkę "Arachne", która jeszcze pachniała drukarnią. Po wcześniejszym zapoznaniu się z krótkim fragmentem wiedziałam, że to będzie ciekawa i zawiła przygoda. 


      Okolice Ełku to miejsce z pięknymi widokami, czystym powietrzem i spokojną atmosferą. To miejsce, gdzie mieszkańcy wiedzą o sobie wszystko, a mimo to nadal mają przed sobą mroczne tajemnice. Niespodziewanie tą oazą melancholii i refleksji, wstrząsa bardzo brutalne morderstwo młodej kobiety, której okaleczone ciało znaleziono nad Jeziorem Ełckim. Do pomocy tutejszej policji zostaje przydzielony jednej z najlepszych śledczych z Białegostoku, inspektor Tomasz Michalik. To człowiek z przejściami, nietuzinkowym sposobem myślenia oraz specyficznym hobby, jakim jest bezgraniczna miłość do pająków. Bezpośredni, bystry i nie do zatrzymania, to dzięki tym cechom żaden seryjny morderca, jakiego tropił, nie zabił więcej niż dwa razy. Nieliczne dowody, bark silnych argumentów i milcząca społeczność ełcka sprawiają, że inspektor Michalik będzie musiał się znacznie bardziej postarać, by odnaleźć na czas tego nieobliczalnego mordercę. Podobnie jak jego ukochani pupile, będzie krążył zawiłą siecią intryg i sekretów, by poznać prawdę.

     Pierwsze co przychodzi mi na myśl tuż po lekturze, to jak na debiutancką powieść jest ona naprawdę dobra. Wciągająca fabuła, w której intryga goni intrygę, a każdy z bohaterów kryje w sobie tak wiele sprzeczności, to gwarancja dynamicznej akcji oraz nieszablonowych rozwiązań. Całe policyjne dochodzenia od samego początku przypominało spacer po pajęczej sieci, gdzie powoli lecz systematycznie nasz śledczy podążał do samego centrum tej plątaniny. Plątaniny, która swój początek miała w pewnych traumatycznych wydarzeniach sprzed wielu lat oraz w ogromnej niesprawiedliwości. Plątaniny, w której kryje się okrutna i niszcząca prawda, stale podjudzana przez liczne manipulacje, zazdrości i nieczyste zagrania, które wymagają swoich ofiar. 

    "Arachne" to mroczna historia z krwi i kości, ze skomplikowaną intrygą oraz nietuzinkowym wątkiem kryminalnym, który już od pierwszych stron wzbudzał bardzo silne emocje. Wątkiem, który szokował i wzbudzał odrazę, jednak im dalej brnęliśmy, tym stawał się on bardziej przejrzysty, choć nie zawsze zrozumiały. W tej historii istnieje wiele niedomówień i nieścisłości, które dodatkowo wpływały na czytelniczą ekscytację. A świadomość, że wszystko jest tak bardzo ze sobą powiązane i wzajemnie uzależnione, dodały jej jeszcze większej wyjątkowości i nieobliczalności. 

   Oczywiście na uwagą zasługuje również fenomenalny główny bohater, który swoją tajemniczością i skrytością, kusi, pociąga i zaskakuje. Inspektor Tomasz Michalik to niezwykły mężczyzna, z nieprzeciętną inteligencją, niezawodnym sposobem działania i specyficznym stylem życia. I choć autor zaoszczędził nam jego zewnętrznego opisu, to ten niedosyt jeszcze bardziej wpływa na naszą wyobraźnię, a przecież to dopiero początek jego przygód. 

      Podsumowując, debiutancka "Arachne" Tomasza A.M. Trawczyńskiego to bardzo wciągający  kryminał, przy którym można zapomnieć czym jest nuda i oklepana fabuła. To powieść, która pełna jest silnych i niekiedy bardzo sprzecznych emocji, obok których nie da się przejść obojętnie. To historia z zawiłymi i mrocznymi intrygami, charyzmatycznymi bohaterami oraz z dynamiczna akcją, czyli wszystko to, co powinien mieć dobry kryminał. Jedynym minusem były tutaj sporadyczne błędy interpunkcyjne lub zwykłe literówki, do których poniekąd z biegiem czasu się przyzwyczaiłam.
 
 

poniedziałek, 10 lutego 2020

"Kasacja"- Remigiusz Mróz

       Seria z Joanną Chyłką Mroza jest jedną z najbardziej rozchwytywanych sag w Polsce. Zachwalana, polecana i uwielbiana. Jeszcze kilka tygodni temu, należałam do nielicznej grupy osób, które jeszcze jej nie znały, a teraz wiem, że na jednej książce się nie skończy. 



    "Kasacja" Remigiusza Mroza przenosi nas w prawniczy świat, pełen intryg, niedomówień i bezwzględności. Świat, w którym nic nie jest jasne i klarowne, w którym kłamstwa i sekrety mają potężną moc, a prawdy należy szukać w najmroczniejszych zakamarkach duszy i społeczeństwa. Joanna Chyłka to niezwykle charyzmatyczna i nietuzinkowa pani prawnik w jednej z warszawskich kancelarii, dla której nie ma rzeczy niemożliwych, szczególnie gdy w grę wchodzi wygrana w sądzie. Teraz przy pomocy młodego aplikanta, Kordiana Oryńskiego, musi uniewinnić swojego klienta. Niby nic trudnego. Problem w tym, że owy klient uparcie milczy, odmawiając jakichkolwiek zaznań. Nie pomaga również fakt, że jest on synem pewnego warszawskiego biznesmena. Czy oskarżony dokonał zarzucanego mu brutalnego morderstwa dwóch osób, spędzając z ich ciałami dziesięć dni w jednym pomieszczeniu? Czy zrobił to ktoś inny?  Jak z tą nietypową sprawą poradzi sobie niezawodna Chyłka i jej bystry uczeń Oryński? I dlaczego ich klient milczy? Czyżby prowadził jakąś tajemniczą grę?

     "Kasacja" już od pierwszych stron wciągnęła mnie w świat, w którym nieobliczalność i bezkompromisowość są na porządku dziennym. Od zawsze świat prawniczy kojarzył mi się z siłą, charyzmą i odwagą ludzi, którzy stali się jego częścią. Ludzi, którzy dążą do celu po trupach, którzy dobrze wiedzą czym jest manipulacja, intryga i szemrane typy. Świat, który fascynuje i ekscytuje, a zarazem wysysa wszelkie soki życiowe z każdego, kto w nim przebywa. To świat, który pochłania i uzależnia. Wchodząc w niego, już nigdy nic nie będzie takie, jak dawniej.

    Chyba nie będę inna twierdząc, że jest to doskonale skonstruowany thriller prawniczy, od którego nie sposób się oderwać. Najbardziej do gustu przypadł mi język tej historii, który lekko i przyjemnie wprowadził mnie do prawniczego klimatu. Jasny, atrakcyjny,dosadny, ze specyficznymi żargonami zawodowymi, które jeszcze bardziej podsyciły moją ciekawość, za to bez zbędnych upiększeń. Idealny dla każdego, nawet zwykłego laika, który nie ma zielonego pojęcia o kodeksie karnym itp. 

     Dynamiczna akcja, którą momentami zwalniała, by za chwilę wystrzelić niczym z kopyta, cały czas sprawiała wrażenie nieokiełzanej. To właśnie dzięki niej, dorodne 500 stron nie stanowiło dla mnie żadnego problemu. Jest to książka, która ani razu mnie nie znużyła,a jakikolwiek spadek napięcia nie miał tutaj miejsca. Autor zaczął tę historię mocno i z przytupem, a później było już tylko lepiej. 

    Jeżeli chodzi o bohaterów to cóż mogą o nich napić zaledwie po jednej części tej sagi? Każdy, kto czytał tę serię, wie jak trudno jest ich jednoznacznie scharakteryzować, prócz tego, ze są oni niezwykli, przebojowi i przebiegli. A w dodatku bardzo pewni swego i w pełni znający własną wartość. Zapewne z biegiem czasu ich obraz będzie dla mnie bardziej klarowny niż teraz.

     Podsumowując, "Kasacja" Remigiusza Mroza to ogromnie frapujący, niesamowicie wciągający i całkowicie nieobliczalny thriller prawniczy, który należy przeczytać. On ekscytuje i napędza adrenalinę od samego początku, aż do ostatnich stron i to nie tylko dzięki szybkiej akcji oraz charyzmatycznym bohaterom, ale również poprzez zawiłe intrygi i przykuwającą uwagę fabułę. Już niebawem ponownie zamierzam spotkać się z niezawodną Joanną Chyłką.

czwartek, 6 lutego 2020

"Uwikłana"- Natasha Preston

     Natasha Preston jest jedną z tych autorek, o których ostatnio słyszałam wiele dobrego. Kilka moich poprzednich wizyt w bibliotece skutkowało sporymi stosikami, w których niestety zabrakło jakiejkolwiek powieści Preston. No cóż, musiałam w takim razie dokonać ich rezerwacji i czekać. Pierwszą z nich jest "Uwikłana", która już od początku przypadła mi do gustu. 


    Grupa siedmiorga nastolatków tuż pod koniec wakacji postanawia spędzić weekend w domku letniskowym, który należy do ich znajomego. Ten wyjazd miał być odpoczynkiem od codzienności, bez trudów, problemów i trosk. Całodniowe leniuchowanie, wieczorne imprezy i sporo alkoholu. Niestety, już pierwszej nocy dochodzi do tajemniczego i bardzo brutalnego morderstwa. Ofiarami jest dwójka przyjaciół, z których przynajmniej jedno miało obecnych tutaj wrogów. Jak się okazuje każda  osoba, która tutaj przebywała, miała motyw, by zabić. Motyw i sporo mrocznych sekretów, które nigdy nie powinny wyjść na jaw. Wszyscy kłamią, by chronić własne interesy, ale tylko jedna osoba zna prawdę. I jest nim morderca. 

     Już po kilku stronach wiedziałam, że będzie to świetna lektura. Lektura, która pochłonęła mnie bez reszty i od której nie byłam w stanie się oderwać. Zaczęłam ją czytać w niedzielę rano, a już wieczorem zamknęłam ostatnią stronę. Jedno, co mi się teraz nasuwa na myśl- ta książka jest doskonała.

    Ten thriller wciąga już od samego początku. Grupa przyjaciół, w środku której są liczne sympatie i jeszcze więcej antypatii, no i oczywiści morderca. I choćbym nie wiem jak bardzo się starała, to za nic sama nie odgadłabym prawdy. Przez cały czas miałam drobne przypuszczenia, które w kulminacyjnym momencie nijak miały się do rzeczywistości. Jednego jednak byłam pewne- tutaj absolutnie nikomu nie można było ufać. Każdy miał motyw, sposobności i chęci by zabić. 

    "Uwikłana" to opowieść o przyjaciołach, którzy teoretycznie powinni znać się niemal "jak łyse konie". Przyjaciół, którzy poszliby za sobą w ogień, którzy wspierają się i wzajemnie szanują. Ale w praktyce ich relacje okazały się nieco inne. A wszystko to za sprawą tajemnic, niedokończonych spraw i licznych niedomówień, po których pozostał pewien niesmak. Silny i nieszczący niesmak- tyle wystarczy by z czystą przyjemnością zabić tych dwoje. 

    Nasi bohaterowie to z pozoru zwyczajni nastolatkowie, którzy lubią się bawić, czerpać z życia garściami. Odpowiedzialni, lojalni, wrażliwi. Dawniej radośni, beztroscy, zakochani, ale pewien tragiczny wypadek bardzo ich zmienił. Złość, żal, smutek, tęsknota i zagubienie, od tego nie da się ucie, choćby niewiadomo jak się starli. Pozostaje więc jakość z tym wszystkim żyć. Będąc razem, sprawiają wrażenie przyjaciół "na dobre i na złe", którzy już pogodzili się z losem. A tymczasem prawda okazuje się nieco bardziej skomplikowana- zupełnie tak, jak nasi bohaterowie. 

   Fabuła bardzo ciekawa, frapująca i pełna ekscytacji. Trzyma w napięciu przez cały czas, nie dając czytelnikowi ani chwili wytchnienia. Dynamiczna i nieprzewidywalna akcja oraz nieobliczalni bohaterowie, zagwarantują nam mocno zaskakujące zakończenie. A wszystko to napisane lekkim i zrozumiałym językiem, bez zbędnych wulgaryzmów i nadmiernych upiększeń. Wystarczająco dobrze, przejrzyście, by pobudzić czytelniczą wyobraźnię. 

    Podsumowując, "Uwikłana" Natashy Preston to fenomenalny thriller, który zaskakuję, wciąga i intryguje aż do ostatnich stron. To powieść pełna emocji i niebezpiecznych znajomości. To historia, która ekscytuje, a zarazem szokuje i dlatego tak trudno się od niej oderwać. Historia, która wiele razy wyprowadzi nas na manowce, bo tutaj nic nie jest oczywiste. Bez wątpienia jest to książka, którą warto przeczytać, a więc serdecznie polecam. Tymczasem rezerwuję kolejne jej powieści.

wtorek, 4 lutego 2020

"Kamień'- Małgorzata i Michał Kuźmińscy

      Pierwsza książka, jaką przeczytałam w miesiącu lutym, to "Kamień" Małgorzaty i Michała Kuźmińskich. Jak wiadomo, jest to jeden z etnokryminałów tych autorów, a w moim przypadku, ostatnia pozycja z tego cyklu. Cyklu, który ciekawi, wzrusza i szokuje. 


   Tym razem przenosimy się do Sądecczyzny, gdzie niedaleko znajduje się jedna z romskich osad. Jej mieszkańcy są nadzwyczaj skryci, tajemniczy i nielubiani przez resztę społeczeństwa polskiego. Sami też nie robią nic, by to zmienić. Liczne antypatie społeczne i uprzedzenia sprawiają, że pomiędzy Romami a ich sąsiadami napięcie sięga zenitu i wystarczy moment, by doszło do tragedii. Gdy miejscowa policja odnajduje w lesie, nieopodal romskich zabudowań, zwłoki 5-letniego chłopca o jasnych włosach, wszelkie podejrzenia padają właśnie na "Cyganów". Szczególnie, że w jednym z ich domów również mieszka mała dziewczyna o jasnej karnacji i słomianych włosach. Policyjne dochodzenie musi uporać się zarówno z brakiem dowodów, tajemniczą tożsamością zmarłego dziecko oraz z zupełnym milczeniem Romów. W tej sytuacji władza prosi o pomoc doktor Annę Serafin, która na początku natrafia na silny mur milczenia, strachu i złości, panujące wśród mieszkańców tamtejszej osady. Systematyczne odwiedziny, dobre serce i szczera rozmowa pani antropolog sprawiają, że powoli zaczyna ona do nich trafiać. Nikt się nie spodziewa, że własną dociekliwością, Anka dokopie się do nieprzyjemnych faktów z życia miejscowego społeczeństwa. Tym bardziej, że  niezłomny i nieobliczalny dziennikarz, Sebastian Strzygoń, swoimi wpisami o Romach, poruszy lawinę niechęci, nienawiści i samowoli, w której niewinne ofiary będą nieuniknione. 

   Dwie poprzednie części cyklu etnokryminałów Kuźmińskich, czyli "Pionek" i "Śleboda" dosłownie wbiły mnie w fotel. Były one doskonałe, mroczne i  niebezpieczne. Tymczasem "Mara" jakoś mnie do siebie nie przekonała aż tak bardzo. A jak było w przypadku "Kamienia"? No cóż- było lepiej, ciekawiej i mniej monotonnie, ale nadal czegoś mi tutaj brakowało. 
  
  "Kamień" porusza bardzo ważny aspekt dzisiejszego społeczeństwa, jakim jest wszechobecna nietolerancja odmienności. Romowie, potocznie zwani "Cyganami", w wielu oczach widziani są jako złodzieje, kombinatorzy, brudasy. Nie lubimy ich, często wręcz nienawidzimy, a tak na prawdę ich nie znamy. Nie znamy dlatego, że wcale nie chcemy ich poznać. Taką właśnie wizję społeczeństwa pokazują nam Kuźmińscy. Wizję, która przeraża i być może aż tak nie odbiega ona od rzeczywistości. 

   Fabuła prowadzona tajemniczo, mrocznie i niebezpiecznie, choć nieco mniej ekscytująco i dynamicznie. Pomimo, że wątek kryminalny opierał się na zbrodniach wobec małych, niewinnych dzieci, co zazwyczaj napawa mnie obrzydzeniem i niesmakiem, tutaj te emocje były mocno przygaszone. Dlaczego? Nie wiem. Być może dlatego, że większość zdarzeń była do przewidzenia, podobnie jak główni sprawcy. 
   
     Cała historia opisana przystępnym językiem, z ciekawymi elementami romskiej mowy, co również nie przysparzało mi aż tak wielu problemów, jak początkowo mogłabym przypuszczać. Frapujące przygody bohaterów, z nieco uspokojoną akcją, którzy momentami byli silni, niezależni, przebojowi, a w innej chwili zupełnie się gubili, tracąc na swojej atrakcyjności, to powodowało, że całość była dość nieszablonowa i nieco mniej przewidywalna. 

    Podsumowując, "Kamień" Małgorzaty i Michała Kuźmińskich kończy moją przygodę z etnokryminałami tych autorów. Przygodę emocjonującą, niekiedy wstrząsającą, intrygującą i niezapomnianą. Ta książka, pomimo kilku delikatnych rozczarowań, nadal trafia w moje gusta, dając sporo do myślenia. Biorąc pod uwagą całokształt tych powieści, bardzo cieszę się, że miałam przyjemność się z nimi zapoznać, gdyż znacznie odbiegają od tego, co dotychczas czytałam, a nadal bardzo mi się podobają.

poniedziałek, 3 lutego 2020

"Rysunkowy chłopak"- K.N.Haner

     "Królowa dramatów" przyzwyczaiła swoich czytelników do emocjonujących powieści, ociekających seksem, brutalnością i dziką namiętnością, w których każda decyzja niesie ze sobą dramatyczne konsekwencje. K.N.Haner trafiła w moje gusta serią mafijną oraz "Sponsorem", choć są to dość kontrowersyjne historie. Ale dopiero "Rysunkowy chłopak" zawładnął mną całkowicie, bo to zdecydowanie coś innego, nowego, nieszablonowego i fenomenalnego.


    Diana- piękna, utalentowana, lecz bardzo zagubiona dziewczyna, nadal nie potrafi się otrząsnąć po tragicznej śmierci swojego brata. I choć mocno się stara, depresja coraz silniej porywa ją w swoje szpony. Niefortunny wypadek pod uczelnią również komplikuje jej dotychczasowe życie. Życie, które coraz bardziej przypomina wegetację. Diana, będąc u kresy swych sił, pragnie porzucić ukochane studia artystyczne i zniknąć. Ale wtedy to poznaje przystojnego Ryana. Wystarczyło jedno spojrzenie, jeden dotyk, jedno słowo, by Diana poczuła chęć do poznania czegoś nowego. Czy ten tajemniczy mężczyzna pomoże jej ponownie odkryć wszelką radość i raz na zawsze uporać się ze swoja traumatyczną przeszłością? Czy oboje oszukają przeznaczenie i tym samym zmienią dany bieg rzeczy?

    Przeczytałam już kilka powieści K.N.Haner i byłam przekonana, że poznałam Jej styl, więc żadnego zaskoczenia nie będzie. A tu klops. Pani Kasia "Rysunkowy chłopakiem" tak mnie oczarowała, że poczułam się nieco zbita z pantałyku. Zachwycona, zakochana i zaczarowana tą lekturą, pochłonęłam ją w jedno południe. Południe pełne silnych emocji, z których nie wszystkie można jasno sprecyzować. To po prostu trzeba przeczytać, by poczuć.

      Ta książka jest inna niż to, co do tej pory czytałam w wykonaniu Haner. Piękna i wzruszająca historia młodej kobiety, która zmaga się z silną depresją oraz jej najbliższych, którzy nie potrafią pomóc w walce z tą okrutną chorobą. Chorobą, która ciągnie naszą bohaterkę w otchłań rozpaczy, na końcu której nie ma już nic. Jednak będąc tak blisko zatracenia, Diana dziwnym trafem odnajduje w sobie ogromne pokłady siły i determinacji, które systematycznie będą ją wyciągać na właściwe tory. I tylko od niej samej zależy, jak potoczą się jej dalsze losy. 
  
    Bez wątpliwości jest to historia, która bardzo wzrusza, wyciskając niejedną łzę u czytelnika, smuci i chwyta za serce. Śledząc poczynania naszej bohaterki, tak bardzo pragnęłam jej pomóc, na każdym kroku niemal czułam jej ból i złość. Razem z nią płakałam, razem z nią się cieszyłam. A na końcu obie miałyśmy wielką nadzieję na lepsze jutro. I oto właśnie chodzi w takich powieściach, by wspólnie przeżywać przygody. 

    Podczas tej lektury, cały czas miałam wrażenie, że bardzo dobrze znam Dianę, rozumiem jej zachowanie i emocje. Podobnie było z Ryanem. Świadomość, że są oni sobie przeznaczeni, towarzyszyła mi przez długi okres. Jednak ten, kto czytał tę książkę do końca, wie jak trudno jest jednoznacznie ocenić wszystkie postacie i ich styl życia. Czy aż tak mocno myliłam się co do nich? Czy też było wręcz przeciwnie? Tego nie wiem, mogę jedynie przypuszczać. 

    Podsumowując, "Rysunkowy chłopak" K.N.Haner to wyjątkowa powieść o potędze miłości, wiary w siebie oraz o podążaniu za własnymi marzeniami. To historia o ludzkiej bezsilności wobec walki z depresją i śmiercią. To także opowieść o ogromnej nadziei, odwadze i woli walki, które kryją się wewnątrz nas, tylko czasami są bardzo ukryte. Ta powieść jest obecnie moją ulubioną książką K.N.Haner. Książką, która ekscytuje i zapada w pamięć na bardzo długo, a jej zakończenie wbija w fotel swoją nieobliczalnością. "Rysunkowy chłopak" to istna petarda!

piątek, 31 stycznia 2020

"Pacjent"- Sebastian Fitzek

         Podobno Sebastian Fitzek to mistrz thrillerów psychologicznych. Ile prawdy jest w tym stwierdzeniu- na własnej skórze zamierzam się przekonać. Jednego jestem pewna, w jego książkach nic nie jest takie, na jakie wygląda. "Pacjent" to moje drugie spotkanie z twórczością tego autora, wcześniej był tylko "Lot 7A", ale już wiem, że to będzie udana przygoda. 


    Po niemieckich ulicach grasuje niebezpieczny i nieobliczalny morderca, Tramnitz, który porywa małe dzieci, a następnie znęca się nad nimi i zabija. Ciała dokładnie ukrywa, a sam pozostaje nieuchwytny. Tylko dziwnym trafem, zostaje on pojmany i umieszczony w zakładzie psychiatrii sądowej o największym rygorze. Teraz społeczeństwo może już spać spokojnie, choć jest ktoś, kto nadal cierpi po stracie ukochanego synka, Maksa. To zdesperowany ojciec, którego dziecko porwano rok temu i nadal nic o nim nie wie. Jedyna nadzieja w Tramnitzie, który najprawdopodobniej zna prawdę o Maksie, tylko, że on uparcie milczy. Rozżalony ojciec decyduje się na bardzo niebezpieczny krok- sam ma zamiar zostać pacjentem szpitala, w którym przebywa ten groźny morderca. Jak daleko można posunąć się, by poznać prawdę? I czy ta prawda będzie tego warta?

     Przyznam szczerze, że ta powieść bardzo mnie wciągnęła. Jeszcze kilka tak intrygujących historii  i faktycznie sama będę mogła nazwać Fitzka mistrzem w tym gatunku. Choć już te dwie przeczytane przeze mnie książki są gwarancją dobrych i ciekawych lektur. 

    "Pacjent" to z pozoru bardzo przejrzysta historia zdesperowanego ojca, który za wszelką cenę pragnie odnaleźć syna. Decydując się  na tak bezpośredni krok, jakim jest pobyt w zakładzie psychiatrycznym, musi wyrzec się wszystkiego, co zna i zacząć "tańczyć tak, jak mu zagrają". Zostając pacjentem tego szpitala, wyzbywa się resztek swojej godności i tożsamości. A wszystko to, by nawiązać kontakt z Tramnitzem i dostać odpowiedzi na nurtujące go pytania. Jego celem jest zdemaskowanie mordercy, odnalezienie tajemniczego pamiętnika, a co najważniejsze- przeżycie w miejscu, gdzie zło czai się niemal na każdym kroku. Na tym kończą się nasze pozory. 

   Im dalej brniemy w tą fabułę, tym staje się ona coraz bardziej nieprzewidywalna. Z każdym kolejnym rozdziałem, autor wprowadza coraz szybsze zwroty akcji i jeszcze więcej niebezpiecznych bohaterów. Fabuła z biegiem czasu przybiera coraz mroczniejszy i brutalniejszy charakter, szokując czytelnika każdym nowym wydarzeniem. A na końcu staje się tak zagmatwana, a przy okazji doskonale zaskakująca. 

    Podsumowując, "Pacjent" Sebastiana Fitzka to ekscytująca, a zarazem przerażająca historia zdesperowanego człowieka, który stracił już wszystko i nie potrafi odnaleźć się w nowej sytuacji. Fabuła, w której ktoś brutalnie znęca się nad dziećmi, a następnie je morduje, wywołuje u czytelnika szok, strach , niedowierzania, a następnie odrazę i chęć zemsty. Jest to lektura, która od samego początku, aż do ostatnich stron, trzyma w ogromnym napięciu i jeszcze większej niepewności.Tym bardziej, że zakończenie totalnie wbiło mnie w fotel, za co należą się autorowie wielkie pokłony.

środa, 29 stycznia 2020

"Bezlitosna siła. Polluks"- Agnieszka Lingas-Łoniewska

      Twórczość Agnieszki Lingas-Łoniewskiej już od jakiegoś czasu, kojarzy mi się z miłością, pożądaniem i brutalną walką o marzenia. W ten emocjonalny kanon idealnie wpasowuje się seria "Bezlitosna siła". Za mną już "Kastor" z obezwładniającym Kostkiem oraz "Polluks" z demonicznym Patrykiem. 


    Polluks to istny diabeł, z piękną twarzą, boskim ciałem i czarnymi jak noc oczami, w których czai się mrok. Tak go widzą inni, jednak tylko najbliżsi znają jego drugie, nieco subtelniejsze, oblicze. Patryk "Polluks" Rotter żyją wyłącznie dla zemsty, która od dawna jest jego obsesją. Obsesją, którą napędzają demony przeszłości. Ten przystojny właściciel klubu to nie tylko obiekt pożądania niemal każdej kobiety, ale i ich przekleństwo. Przekleństwo, które dopadło także bystrą i niezależną Martynę, przyjaciółkę Kostka i właścicielkę fundacji dla kobiet. Sama ma za sobą traumatyczne przeżycia, a mimo to zakochuje się w tym tajemniczym i mrocznym mężczyźnie. Ta znajomość jest niczym pakt z samym diabłem, który ocieka namiętnością i bardzo rani. I choć oboje mają się ku sobie, to strach przed bliskością paraliżuje Polluksa. Jak potoczą się losy naszych bohaterów? Czy odważą się zaryzykować wszystko, co mają, dla tego uczucia? I czy to uczucie będzie w stanie pokonać najpotężniejsze demony przeszłości?

    Moje wrażenia tuż po lekturze- jest znacznie mniej niebezpieczna i nieprzewidywalna niż część poprzednia. "Kastor" to było mocne uderzenie, z dynamiczną akcją i nieprzewidywalnym bohaterem. Tutaj było dość umiarkowanie, jak na tak wybuchowy charakter naszych głównych postaci. To tak, jakby musieli się kontrolować. W poprzedniej powieści zawsze ktoś dostawał po "mordzie", a tutaj ledwo jedna lub dwie takie sytuacje miały miejsce. Oczywiście nie wliczam w to najważniejszej finałowej walki. Przyznam, że nie tego spodziewała się po tak nieokiełzanym Polluksie. Nawet główna bohaterka wydawała mi się przytłumiona i zagubiona, a mimo to z wielkim zaangażowaniem śledziłam jej losy i wiernie kibicowałam. To kobieta, którą sama chętnie bym poznała i być może się z nią zaprzyjaźniła. 

       Fabuła ciekawa, pełna tajemnic, choć nieco mniej dynamiczna niż poprzednio. Ograniczone brutalne sceny, mniej wulgaryzmów i bardziej spokojna atmosfera to kolejne plusy tej historii, dzięki czemu czyta się przyjemniej i szybciej. Tylko trochę za spokojna akcja, jak dla mnie. 

    Podsumowując, "Bezlitosna siła. Polluks" Agnieszki Lingas-Łoniewskiej to nieco subtelniejsza część tej serii, z delikatniejszą fabułą, powolniejszym tempem i ocenzurowanymi bohaterami. Pomimo tych kilku minusików, z wielkimi emocjami i silną ekscytacją przeżywałam tę historię. Historię, która intrygowała, pociągała i szokowała, a zarazem niezmiernie fascynowała. To powieść, która tak mnie wciągnęła, że przeczytałam ją w jeden dzień, a teraz z jeszcze większą niecierpliwością czekam na ciąg dalszy i kolejnego przystojnego samca alfa. 

P.S.
POJEDYNEK 
KASTOR- POLLUKS
     1         -    0

niedziela, 26 stycznia 2020

"Pierwszy śnieg"- Jo Nesbo

       Kilka recenzji wstecz, wspominałam o pewnym rozczarowaniu "Wybawicielem" Jo Nesbo. Jednak nie przeszkadzało mi to w ponownym sięgnięciu po twórczość tego autora. Z miłą chęcią podążyłam w kolejną podróż z komisarzem Harry'm Hole'm po ulicach Oslo i to w chwili, gdy na owe miasto spadł "Pierwszy śnieg"


    Listopad. Wraz z pojawieniem się pierwszych oznak zimy, dochodzi do kilku brutalnych morderstw. Ofiarami są zamężne kobiety, zaś w okolicach miejsc zbrodni stoi świeżo ulepiony bałwan. Czyżby te zabójstwa miały coś wspólnego z pewnym listem, jaki niedawno otrzymał Harry Hole od anonimowego nadawcy? Nadawcy, który podpisał się jako rzekomy "Bałwan"! Policyjny komisarz jednego jest pewien-  po Oslo właśnie zaczyna grasować niebezpieczny seryjny morderca. 

    Tym razem ani przez moment nie poczułam się zawiedziona. Cała intryga kryminalna została tutaj bardzo precyzyjnie zbudowana. I to tak, by czytelnik nie domyślił się prawdy aż do samego końca. Prawdy, która okaże się nadzwyczaj zaskakująca. Wszystko to za sprawą nagłych zwrotów  oraz licznych zgubnych tropów w trakcie całego policyjnego dochodzenia. Autor nie tylko kilkakrotnie wyprowadzał "w maliny" naszych bohaterów, ale i samego czytelnika. Przynajmniej tak właśnie było ze mną. Mój podejrzany nadal pozostaje dla mnie pewną zagadką, ponieważ kryje on w sobie lekkie niedopowiedzenie (amator "grzybów"). Tak było od samego początku i tak jest teraz. Coś mi w nim nie pasuje, tylko jeszcze nie wiem co!

     Harry Hole również zyskał w moich oczach, choć myślałam, że już w poprzednich częściach jest niemal na samym dnie. A tak znowu zaczyna przypominać dawnego siebie z pierwszych tomów tej serii. Ponownie jego postawa zaczyna mnie intrygować i ekscytować, a nie tak jak wcześniej denerwować i irytować. Nasz główny bohater staje się silnym, niezawodnym i rozsądnym człowiekiem, na którego znowu można liczyć. 

     Podsumowując, "Pierwszy śnieg" Jo Nesbo zdecydowanie trafił w moje gusta. Z wielką przyjemnością oddawała się tej lekturze, choć była ona w formie kieszonkowej, czego bardzo nie lubię. Fabuła pełna tajemnic i zawiłych intryg, dynamiczna akcja oraz ponownie coraz bardziej atrakcyjnie bohaterowie, czyli wszystko to, co uwielbiam. Taki właśnie jest "Pierwszy śnieg"- dobry, wciągający i zaskakujący.

czwartek, 23 stycznia 2020

"Siedmiu mężów Evelyn Hugo"- Taylor Jenkins Reid

         Po bardzo słabej książce Michelle McNamara, dotyczące poszukiwań seryjnego mordercy w USA, przyszedł czas na coś lekkiego i przyjemnego. "Siedmiu mężów Evelyn Hugo" Taylor Jenkins Reid nie tylko zachwyciła mnie swoją okładką, ale i mocno intrygującą fabułą. 



   Piękna i utalentowana Evelyn Hugo ma za sobą spory bagaż doświadczeń. Choć początki jej kariery nie należały do najłatwiejszych, to z biegiem czasu stała się ona ikoną hollywoodzkich filmów. To imponujące życie gwiazdy, w blasku fleszy, opływające zarówno w luksusy, jak i w skandale, było świadkiem wielu jej wzlotów i upadków. Hugo słynęła ze zmysłowego ciała, ogromnego talentu oraz z posiadania aż siedmiu mężów. Teraz, gdy ma już swoje lata, Evelyn pragnie podzielić się swoją historią z pewna młodą dziennikarką, Monique. To właśnie jej emerytowana aktorka opowie o życiu, jakie wiodła, o jedynej i prawdziwej miłości, o trudnych czasach dla zarówno dla niej, jak i jej najbliższych przyjaciół. Po raz pierwszy wyzna rzeczy, o których świat nigdy jeszcze nie słyszał. Rzeczy, które zmieniły Evelyn, a teraz zmienią również Monique. 

     "Siedmiu mężów Evelyn Hugo" to historia pewnej kobiety, która  wyszła z ogromnej biedy, nie mając ku temu zbyt wielu możliwości, głównie dzięki swojej determinacji i silnej woli. Pokonując przeszkody, systematycznie pięła się ku górze, czerpiąc z życia jak najwięcej. Życia, które kręciło się przede wszystkim wokół jej sławy i licznych skandali. Evelyn była jedną z największych intrygantek, która dla dobra ukochanych osób, poświęciła wiele. To kobieta sukcesu, wytrwała, zdecydowana, egoistyczna i lekceważąca wszystko i wszystkich. Lecz przy głębszym zapoznaniu okazują się, że miała ona ogromne serce, była wrażliwa i ciepła. To cechy, o których wiedzieli jedynie jej najbliżsi. Jedno jest pewne- Evelyn Hugo była tak tajemnicza i intrygująca, jak wymagał od tego ówczesny świat. Świat, który nie tolerował inności, odmienności i stanowczości. 

     Powieść Taylor Jenkins Reid jest niezwykle lekka i przyjemna, a w dodatku pełna kuszących sekretów i niespodziewanych sytuacji. Fabuła, w której autorka przeplata wydarzenia z przeszłości z teraźniejszością, pozwala czytelnikowi stworzyć swój własny obraz głównej bohaterki. Obraz, który momentami będzie szokował i napawał odrazą, a równocześnie może wywołać empatię i zrozumienie Evelyn i jej stylu życia. Obraz, który wiązać się będzie z wyrachowaniem, przedmiotowym traktowaniem ludzi i żądzą sławy ponad wszystko. Obraz, w którym gwiazdy Hollywood dążą do celu po trupach i aby tam zaistnieć, trzeba być przebojowym i bez skrupułów. Taka właśnie była nasza bohaterka, która w zaciszy swoich czterech ścian, pokazywała silne emocje, jakie nią targały, a jakie nie miały prawa ujrzeć światła dziennego. W przeciwnym razie zewnętrzny świat by ją zniszczył. Nią samą i jej najbliższych. 

    Podsumowując, "Siedmiu mężów Evelyn Hugo" Taylor Jenkins Reid to doskonała lektura na każdy dzień. Lektura, która uspokaja skołatane serca, dając czas na wytchnienie, a przy tym pobudzi naszą wyobraźnię i silne, lecz bardzo przyjemne emocje. Pomimo dość kontrowersyjnej fabuły i równie nietuzinkowej bohaterce, ta książka jest lekka i subtelna. Dodatkowy plus za to, że nie ma ona w sobie ani grama zbędnego tekstu, dzięki czemu całość jest mocno frapująca i ogromnie wciągająca, tajemnicza i intrygująca. W końcu zawiłe intrygi to przecież chleb powszedni naszej głównej bohaterki. Bohaterki, która kusi i rozpala zmysły, podobnie jak cała ta historia. Historia, która szczerze polecam do bliższego zapoznania.

"Posłuszna żona"- Kerry Fisher

        Idealni mężczyźni- piękni, inteligentni i bogaci, obiekt pożądania wielu kobiet. Idealna rodzina - zżyta, towarzyska, wpływowa i ...