Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thriller psychologiczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thriller psychologiczny. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 czerwca 2020

"Ktoś tu kłamie"- Jenny Blackhurst

           Z okazji Dnia Matki otrzymałam w prezencie pakiet trzech książek, które są uzupełnieniem mojej skromnej kolekcji. To nic innego jak wcześniej zrecenzowane, najnowsze powieści Alex Marwood, B.A.Paris oraz  obecna Jenny Blackhurst. Niestety i tutaj po raz kolejny poczułam rozczarowanie, bowiem "Ktoś to kłamie" nie spełniło moich oczekiwań. 



     Severn Oaks to zamożne osiedle domków jednorodzinnych, którego mieszkańcy cenią sobie spokój i bezpieczeństwo. Ich wzajemne relacje nie są jednak aż tak bliskie i serdeczne, jak myślą inny. Tylko oni znają prawdę o tym, co się dzieje na ich zamkniętym terenie. Prawdę, która nagle wychodzi na jaw wraz z pewnymi podcastami w sieci, dotyczącymi tajemniczej śmierci jednej z mieszkanek tego osiedla.  Dokładnie dwanaście miesięcy temu, podczas przyjęcia halloweenowego na jednej z posesji dochodzi do tragicznego wypadku. Erica Spencer spada z domku na drzewie i ginie na miejscu. Autor owego podcastu twierdzi, że to wcale nie był wypadek, lecz dobrze zaplanowane morderstwo, a wśród podejrzanych jest sześcioro najbliższych jej znajomych. Sprawy komplikują się jeszcze bardziej, gdy niespodziewanie znika jedna z wytypowanych osób. Niepewność oraz frustracja rośnie wraz z każdym nowym odcinkiem w sieci. Czy mroczne sekrety mieszkańców Severn Oaks zniszczą panującą tam idyllę? Czy ktokolwiek przyzna się do popełnionych błędów?

      "Ktoś tu kłamie" Jenny Blackhurst miało być mrocznym i niebezpiecznym thrillerem, który wciągnie mnie od samego początku i będzie trzymał w napięciu aż do ostatnich stron. Jednak już pierwsze rozdziały pokazały, że miałam zbyt wygórowane wymagania, bo to tylko przeciętna i mało ekscytująca powieść. 

     Fabuła nudna i monotonna, bez jakiejkolwiek akcji. Nie pomogli nawet liczni bohaterowie, którzy nie stronili od kłamstw i intryg. Dlaczego? Otóż wbrew pozorom, okazali się oni bezbarwni i mało charyzmatyczni, przewidywalni i bardzo do siebie podobni. To ostatnie powodowało, że przez cały czas myliłam postacie, kto i z kim jest, a co dopiero jaki miał wkład we wszystkie te wydarzenia. 

      Podsumowując, "Ktoś tu kłamie" Jenny Blackhurst jak wspomniałam wcześniej, to tylko przeciętna powieść w wykonaniu tejże autorki. Powieść, która nie wywołała u mnie żadnych silniejszych emocji, jedynie umiarkowaną ciekawość, ale to i tak nie wystarczyło, by wydać wyższą ocenę. Brak akcji, neutralni, niemalże identyczni bohaterowie oraz żmudna fabuła- nie tego się spodziewałam. Wszystko opisane dość powierzchownie i jednostajnie, więc nie było nawet gdzie zawiesić oka choćby na moment. Jedyny plus to fakt, że czyta się ją szybko. No cóż- nie zawsze można mieć to, co się chce. 

piątek, 19 czerwca 2020

"Zatruty ogród"- Alex Marwood

              Mam za sobą już kilka thrillerów Alex Marwood, z których żaden jak dotąd mnie nie rozczarował. Gdy na naszym rynku pojawiła się kolejna, najnowsza powieść tejże autorki pt. "Zatruty ogród" -wiedziałam, że muszą ją przeczytać. Ktoś mnie jednak uprzedził i ową lekturę otrzymałam w ramach prezentu. Prezentu, który wyjątkowo nie musiał przeleżeć swoje na półce wstydu, bo czym prędzej zabrałam się do jego czytania. 


         Odizolowana farma w Walii to miejsce, gdzie mieszkają nieliczni. Z dala od wszelkich ludzkich pokus, fałszu wielkomiejskiego społeczeństwa, niebezpieczeństw i nowoczesności. Jedynym ich celem jest przetrwanie zbliżającej się apokalipsy. Tylko tutaj, w tej małej wspólnocie można czuć się spokojnie i szczęśliwie. Wszystko dzięki Niemu- Ojcu, który jest ich mentorem, przywódcą i zbawicielem. Czasami ktoś nagle umiera bądź znika w tajemniczych okolicznościach, ale o nich się nie mówi. Niestety, jedna chwila wystarczy, by niemal cała wieś wyginęła. Czyżby ktoś zaplanował masowe samobójstwo? Na to pytanie może odpowiedzieć m.in. dwudziestoparoletnia Romy, która wraz z kilkoma innymi osobami cudem uniknęła tej zagłady. Jednak najpierw musi przystosować się do nowej rzeczywistości, która tak bardzo różni się od tego, co znała i kochała. Rzeczywistości, która mimo wszystko ją pociąga i fascynuje. Wielkimi krokami zbliża się czas, w którym Romy musi dokonać wyboru. Czy zacząć wszystko od nowa, czy też poddać się przeznaczeniu, jakie czeka jej nienarodzone dziecko? 

      "Zatruty ogród" to czwarty thriller psychologiczny autorstwa Alex Marwood i jak dotąd chyba najbardziej wciągający i nieprzewidywalny. Być może zawdzięcza to tematyce sekty, jaka została tutaj poruszona, a która zawsze kojarzy mi się z czymś nienaturalnym, niezrozumiałym i tajemniczym. To coś, co intryguje i ciekawi, a z drugiej strony wywołuje spory niepokój i szok. Jednym słowem- koło tak zbudowanej fabuły nie da się przejść obojętnie i bez żadnych emocji. Ta historia swoją zawiłością, przyciąga uwagę niemal każdego czytelnika, gdyż daje nam sporo miejsca na własne przemyślenia. 

        Niebezpieczna i nieokiełzana akcja, jaka towarzyszyła nam już od samego początku tej książki, gwarantuje dreszcze grozy, gdyż tutaj nic i nikt nie jest taki, na jakiego wygląda. W tej powieści nikomu nie wolno ufać, nawet sobie samemu. Panująca tam ułuda, mistyfikacja i dążenie do władzy, niczego nie ułatwia. Aby przeżyć trzeba walczyć i być silnym psychicznie. 

       Ukoronowaniem tej nieprzeciętnej fabuły są jej postacie. Tajemnicze, skryte, mroczne, gotowe do największych poświęceń w imię wiary. Ich działania oraz sposób bycia bywają dość kontrowersyjne, niemal nie do zaakceptowania, a przy tym niezwykle interesujące. One wywołują masę sprzecznych uczuć, które wzajemnie się wykluczają, a jednak osobno nie mają już takiej siły sprawczej. 

       Podsumowując, "Zatruty ogród" Alex Marwood to atrakcyjny i nieschematyczny thriller psychologiczny, z hipnotyzującą fabułą, pełną intryg i sekretów, z trzymającą w napięciu akcją oraz charyzmatycznymi i niecodziennymi bohaterami. To powieść z wzruszającą, ale i wstrząsającą historią ludzi żyjących w zamkniętym społeczeństwie, gdzie często dochodzi do tzw "prania mózgów". Ludzi, których ukochany świat, jedyny jaki do tej pory znali, legł w gruzach, a oni muszą stawić czoła nowej i niebezpiecznej rzeczywistości. To również lektura z ciekawym, choć dość przewidywalnym zakończeniem, który mimo wszystko ekscytuje i zastanawia, co by  było gdyby.....

Polecam!!! 

niedziela, 7 czerwca 2020

"Odprysk"- Sebastian Fitzek

          Jak byś się czuł, gdyby w kilka godzin wszystko, co znasz i kochasz nagle zniknęło? Nawet Twoja tożsamość? Z każdą następną minutą zatracasz się, wariujesz, popadasz w obłęd. A może uciekasz, by zacząć życie z czystą kartą?



   "Odprysk" Sebastiana Fitzka to historia pewnego mężczyzny, Marco Lucasa, szczęśliwego męża i przyszłego ojca. Niestety, dochodzi do tragicznego w skutkach wypadku, w którym ginie jego żona oraz nienarodzone dziecko. On sam cudem uchodzi z życiem, choć w karku tkwi mu metalowy odprysk. Wystarczy jedne gwałtowny ruch, niespodziewany uraz i w mgnieniu oka Marco może zostać sparaliżowany do końca swoich dni. Jednak to już nie ma dla niego znaczenia, bowiem stracił swoją  największą miłość. W konsekwencji popada w depresję graniczącą z szaleństwem i jedyne czego pragnie, to zapomnieć o przeszłości, wymazać wszelkie złe wspomnienia i cierpienie. W pewnej klinice dostaje wielką szansę, musi jedynie poddać się procesowi usuwania pamięci. Jednak ta decyzja niesie ze sobą również przykre skutki, które powodują jeszcze większy koszmar mężczyzny.  Klucze do domu oraz pracy nie pasują, nikt go nie zna, jego dawne mieszkanie ma już nowego właściciela,  ale najgorszy jest fakt, że drzwi do owego lokum otwiera mu jego zmarła żona.  Czyżby Marco postradał zmysły? Czy to, co widzi istnieje? Czy to urojenia? I kim tak naprawdę jest on sam?
     
       "Odprysk" to jedna z najbardziej pokręconych powieści Sebastiana Fitzka, jaką przeczytałam do tej pory. Zawiła i totalnie nierealna. Fabuła pełna absurdalnych wydarzeń, w których nie wiadomo co jest fikcją, a co prawdą. Wydarzeń, które zmieniają sens całej historii wraz z każdym nowym rozdziałem, przez co wiele razy czułam się mocno zagubiona i zdezorientowana. 

      Najbardziej skomplikowane oraz mocno egoistyczne były motywy działań poszczególnych bohaterów, od których zależała cała ta powieść. Bohaterów, którzy doprowadzili do takiej, a nie innej mistyfikacji, do surrealistycznych losów głównej postaci. To oni stworzyli wyimaginowany plan, który skrzętnie realizowali, co dla mnie miało zbyt wiele wspólnego z fantasy. 

      Bohaterowie to dla mnie ciężki orzech do zgryzienia. Ani jedna postać nie zyskała w moich oczach pozytywnej opinii, nie zapadła mi w pamięć. Dlaczego? Otóż oczekiwałam charyzmatycznych, przebojowych i wyjątkowych bohaterów, a otrzymałam absurdalnych manipulantów, egoistycznych snobów oraz psychicznie zdruzgotanego mężczyznę. Wszyscy byli bezbarwni i nieatrakcyjni. Szkoda. 

        Akcja owszem bardzo dynamiczna i nieprzewidywalna. Jednak tak mało realna, że momentami musiałam robić sobie przerwy, by odpocząć od nadmiaru fikcji, szaleństwa i niedowierzania. I to właśnie ten surrealizm oraz pokręcona fabuła najbardziej mi przeszkadzały. To nie było to samo, co w poprzednich powieściach Fitzka. A samo zakończenie zbyt proste, mało zaskakujące i bez emocji. 


      Podsumowując, "Odprysk" Sebastiana Fitzka to według mnie tylko przeciętna powieść, najsłabsza z tych, które przeczytałam. Powieść z przekombinowaną fabułą, nijakimi postaciami oraz zbyt przewidywalnym i słabym zakończeniem. I choć to nadal Fitzek, to czuję dość mocne rozczarowanie, bo spodziewałam się frapującego i ekscytującego thrilleru, a dostałam jego nieudaną próbę. Pomimo to nadal z ogromną ciekawością czekam na kolejne pozycje tego autora, jakie jeszcze na mnie czekają. 

piątek, 17 kwietnia 2020

"Rywalka"- Sandie Jones

        Kolejną pozycją z mojej półki wstydu, oprócz "Szeptacza", jest powieść Sandie Jones pt. "Rywalka". Już od dawna miałam na nią chęć, jednak dopiero teraz nadszedł jej czas. Jak ta pandemia jeszcze będzie tak długo trwać, to w końcu zabraknie mi książek do czytania. Ale póki co, cieszę się, że je mam. 

      Emily to młoda i inteligentna dziewczyna, o złamanym sercu i silnej osobowości. Nie szuka na miłości za wszelką cenę, po prostu czeka. Pewnego wieczoru spotyka w barze tajemniczego i niezwykle przystojnego Adama, który od tej pory stale gości w jej głowie. To on wykonuje kolejny krok i tak zaczyna się ta intensywna znajomość, która z biegiem czasu przekształca się w coś znacznie silniejszego. Zakochana Emily jest szczęśliwa, jednak jej sielanka nie trwa wiecznie. Na horyzoncie pojawia się Pammie, zaborcza i przebiegła matka Adama. Wystarczy jedno jej skinienie palcem, jeden drobny gest, a syneczek rzuca wszystko i pędzie do niej na złamanie karku. Niestety, tylko Emily jest tego świadoma, przez co spotyka ją ogromna niechęć ze strony przyszłej teściowej.  Nawet wymarzone zaręczyny tracą na swojej magii, gdy do akcji wkracza Pammie. Im bliżej ślubu, tym większe ataki ze strony matki Adama. Ataki subtelne, dyskretne, widoczne i skierowane tylko dla tej dziewczyny. Także relacje pomiędzy narzeczeństwem ulegają zmianie. Coraz więcej kłótni, egoizmu, dominacji, a do tego tajemnicza śmierć byłej narzeczonej Adama, która kryje w sobie znacznie więcej mrocznych sekretów, niż mogłoby się komukolwiek wydawać. 

      Nie wiem czy jest to idealna lektura dla kobiet, które już niebawem mają poznać swoje przyszłe teściowe? Mogłaby ona je nieco zdystansować, choć jako  przestroga może być odpowiednia. Ale tak na serio wszyscy wiemy, że to tylko fikcja. Fikcja, w której może kryć się pewne ziarnko prawdy. 

     Wracając do sedna sprawy, fabuła tej powieści oparta jest na jakże popularnym konflikcie synowa-teściowa.  Konflikcie na który żadna z nas nie ma najmniejszej ochoty, ale i tak niekiedy jest on u nas obecny. Wiążąc się z ukochanym mężczyzną to my chcemy być tymi najważniejszymi kobietami w jego życiu, stać na piedestale i wspólnie tworzyć nową rodzinę. W przypadku naszych bohaterów, to właśnie Pammie jest tą "głównie dowodzącą" w nowo powstałym związku Adama i Emily. Kłamstwa, intrygi, manipulacje i czysta nienawiść ze strony matki ukochanego (ukochanej)- to najgorsze co może spotkać zakochaną(ego) dziewczynę (mężczyznę).  A jeśli dodamy do tego typowego maminsynka, to koszmar gwarantowany. 

     Z takimi właśnie problemami zmaga się nasza główna bohaterka. Ta z pozoru delikatna i ułożona dziewczyna, z biegiem czasu staje się silną, zdeterminowaną kobietą, która wie, czego chce, a chce prawdziwej miłości. Czasami jej zachowanie bywało dość nieodpowiedzialne i jak dla mnie mało zrozumiałe. To dotyczyło kilku elementów, jednak nie zdradzę czego dokładnie, bo to są moje totalnie subiektywne wrażenia. Biorąc pod uwagę to, przez co przechodziła oraz rzeczywisty stan rzeczy, teraz szczerze jej współczuję i poniekąd akceptuję. Pozostałych bohaterów ciężko jest mi jednoznacznie ocenić, bowiem tam nikt nie jest taki, za jakiego go uważałam. Wraz z upływem rozdziałów, wszystko zaczęło się diametralnie zmieniać, również moje pierwsze wrażenia. 

      Ta historia jest niezwykle dynamiczna i ekscytująca. Tyle się tutaj dzieje, że silne emocje ani na chwilę mnie nie opuszczały. Żal, smutek, współczucie, złość, niedowierzanie- to właśnie towarzyszyło mi podczas tej lektury. Lektury, którą czytało się szybko, ale nie pobieżnie. Wręcz nie mogłam się od niej oderwać. Wielokrotnie miałam olbrzymią ochotę potrząsnąć naszymi bohaterami, kopnąć ich w tzw. "cztery litery", by wreszcie przejrzeli na oczy i szczerze ze sobą porozmawiali, a niekiedy pragnęłam ich zwyczajnie przytulić i uspokoić.  A już samo zakończenie zupełnie zbiło mnie z pantałyku. Spodziewałam się wielu rzeczy, ale nie tego, co się wówczas wydarzyło, choć z biegiem czasu taki finał brzmi rozsądnie i intrygująco. 

     Podsumowując, "Rywalka" Sandie Jones to doskonały thriller, z wciągającą i szokującą fabułą, ekscytującymi bohaterami oraz z nieobliczalną i dynamiczną akcją. Jako wisienka na torcie- genialne zakończenie, które obróciło całą tę historię do góry nogami. To powieść, która pobudzi wiele czytelniczych emocji, zarówno tych pozytywnych, jak i tych negatywnych. Zachęcam do jej przeczytania każdego, kto ma ochotę. 

środa, 15 kwietnia 2020

"Szeptacz"- Alex North

         Mają go wszyscy, mam i ja! Oczywiście mowa tu o "Szeptaczu" Alexa Northa, jakże popularnym i lubianym thrillerze. Czy po tej lekturze dołączę do grona wielbicieli? Na razie powiem Wam tylko jedno- warto sięgnąć po tę powieść, ale jak bardzo, o tym trochę później. 


       Zagubiony i zdesperowany Tom Kennedy, z zawodu pisarz, obecnie samotnie opiekuje się swoim synem. Niedawno oboje stracili ukochaną żonę i matkę, ostoję bezpieczeństwa i rodzinnego ciepła. Od tej pory nic nie idzie jak po maśle. Pozostawieni "mężczyźni" z trudem się dogadują. Być może sprzedaż domu oraz przeprowadzka do Featherbank zmieni coś w ich życiu i pomoże uporać się z trudną przeszłością.  Nowe miejsce wydaje się wręcz idealne, choć i ono skrywa w sobie sporo tajemnic. Dwadzieścia lat temu, tutaj w Featherbank, grasował seryjny morderca tzw. Szeptacz, który porywał i mordował małych chłopców. Sprawcę złapano, a tutejsi mieszkańcy mogli ponownie egzystować w spokoju i bezpieczeństwie. Niestety, nie na długo, bowiem ponownie bez śladu znika kilkuletni chłopiec. Zupełnie jak dawniej. Czyżby "Szeptacz" powrócił? I czy synkowi Toma grozi niebezpieczeństwo? Tym bardziej, że niedawno ktoś próbował go nakłonić do otworzenia drzwi, w środku nocy, na co w samą porę zdążył zareagować jego ojciec? Jedno jest pewne:

"Jeśli drzwi ie zamkniesz w porę, szeptać zacznie ktoś wieczorem......".

      Pierwsze wrażenia tuż po lekturze- to wyjątkowo klimatyczny, mroczny i niebezpieczny thriller. Z nieobliczalną fabułą, która niejednokrotnie przyprawiła mnie o gęsią skórkę. Fabułę, gdzie dominuje ciemność, tajemnicze głosy i nieproszeni goście. To historia, która ekscytuje, przykuwa uwagę, wzbudzając silne emocje, a przy tym niemal na każdym kroku nas przeraża i szokuje. 

      Autor trzyma czytelnika w napięciu od samego początku, aż po ostatnie strony. W napięciu, które stale wzrasta i nie daje nam ani chwili wytchnienia, dzięki czemu akcja jest tak dynamiczna i nieprzewidywalna. Trudno jest określić co jest tutaj prawdę, a co wytworem naszego strachu. Najbardziej złowieszczo brzmi jednak sam wierszyk, jaki powtarzają sobie nasi mali bohaterowie. Wierszyk, który każdorazowo wywoływał ciarki na plecach i na długo zapadł mi w pamięć. 

     Bohaterowie pierwszoplanowi są bardzo zagubieni, zdezorientowani i zmęczeni, a mimo to nadal wierzą w to, co robią, choć jest to znacznie trudniejsze niż dawniej. To osoby z własnymi problemami, które często stają się dla nich niczym kłody pod stopami.  Pozostałe postacie również sprawiały wrażenie niezwykle charyzmatycznych, zdolnych, ale i bardzo samotnych. Jednak najwięcej mojej uwagi zyskał sam morderca- tytułowy Szeptacz. Jego (ich) zachowanie, tok myślenia, motywy działania to dla mnie zagadka, która nadal nie do końca została rozwiązana. Zagadka, która frapuje, ale jeszcze bardziej mnie odrzuca i poniekąd obrzydza. To typowe bestie, bez skrupułów, bez ograniczeń, egoistyczni i nieobliczalni. 


      Podsumowując, "Szeptacz" Alexa Northa to niezwykle emocjonująca, oszołamiająco wciągająca, przerażająca, a zarazem nieziemsko intrygująca i tajemnicza powieść, w której kryje się sporo mroku i niebezpieczeństwa. To książka, którą czyta się z zapartym tchem i z duszą na ramieniu. Ona kusi i zapada w pamięć na długi czas. Jeżeli tak mają wyglądać kolejne powieści tego autora, to bez wahania biorę je w ciemno. 

JEDNYM SŁOWEM POLECAM KAŻDEMU WIELBICIELOWI SILNYCH EMOCJI. 

sobota, 21 marca 2020

"Teraz ją widzisz"- Joy Fielding

        Jak daleko sięga obsesja odnalezienia ukochanej córki, która zaginęła kilka lat temu? I choć ciała nie ma, to wszyscy uważają, że ona nie żyje. A może jednak się mylą, w końcu zrozpaczona matka co jakiś czas widzi jej twarz wśród otaczającego ją tłumu. Zapraszam na recenzję "Teraz ją widzisz" Joy Fielding.



      Pięćdziesięcioletnia Marcy dwa lata temu straciła córkę, Devon i nadal nie potrafi pogodzić się z jej stratą, co w konsekwencji wpływa na jej małżeństwo. Obecnie rozwiedziona, zraniona i zagubiona kobieta decyduje się na samotną wycieczkę do Irlandii. Wycieczkę, która miała być wspólnym prezentem na rocznicę ślubu. Piękne okolice i tajemnicze zabytki, niestety nie cieszą jej tak, jak powinny. O dziwno, nawet tutaj dostrzega twarz Devon, za którą rozpoczyna pościg. Niestety, kilkudniowe poszukiwania nie przynoszą pozytywnego rezultatu. Jednak ten wyjazd pozwolił jej poznać siebie na nowo, a przy okazji spotkała kilkoro przystojniaków, którym nie jest obojętna. Najważniejszy jest fakt, że w końcu akceptuje prawdę o swojej córce- przykrą, lecz oczyszczającą.

      Joy Fielding stworzyła kolejny doskonały thriller psychologiczny, od którego wręcz nie można się oderwać. Zawiła fabuła, która opiera się na historii zrozpaczonej matki, opisuje jej podróż od zaprzeczenia, kłamstwa, aż do akceptacji. Kobiety- matki, która panicznie bała się prawdy, którą opuścił mąż. To opowieść o kobiecie, która nie potrafi cieszyć się z drobnych gestów, stale obwiniając siebie o wszelkie zło tego świata.

     Podążając za naszą bohaterką, przeżywałam jej każdą emocję, liczne wzloty i upadki. Razem z nią poszukiwałam w tłumie Devon, stale mając nadzieję, że ona gdzieś tam na nas czeka. Za wszelką cenę pragnęłam dobrego zakończenia, bez smutku, rozpaczy i żalu. Chciałam, aby nasza bohaterka czym prędzej zaznała spokoju, ukojenia i radości. Ciszyłam się, gdy w kulminacyjnym momencie, pomimo swojej niskiej wiarygodności, zdołała ocalić niewinną istotę, przez co zyskać uznanie władz i najbliższych.

     Ponadto owa fabuła przykuwała czytelniczą uwagę, dzięki szybkiej akcji, która napędzała naszą ciekawość oraz pobudzała coraz silniejszą adrenalinę. I choć z góry przeczuwałam jaka jest prawda odnośnie Devon, to nadal miałam nadzieję na miłe rozczarowanie. Tylko, że wówczas wszystko mogłoby być zbyt naciągane, a obecnie jest idealnie.

    Podsumowując, "Teraz ją widzisz" Joy Fielding to zdecydowanie bardzo wciągający, emocjonujący i intrygujący thriller psychologiczny. Thriller, który pobudza ciekawość, wyobraźnię oraz ekscytację. To powieść, którą nie da się przeczytać ot tak, bez jakichkolwiek wrażeń. To historia, która na dłużej pozostanie w naszej pamięci. Historia, którą bez dwóch zdań polecam.

poniedziałek, 16 marca 2020

"Pasażer 23"- Sebastian Fitzek

        Luksusowe statki wycieczkowe są niemal jak małe, prywatne miasteczka, w których każdy pasażer powinien czuć się bezpiecznie, spokojnie i szczęśliwie. Jednak te specjalne osady w momencie wypłynięcia na pełne morze, stają się całkowicie odizolowane od reszty społeczeństwa. W razie jakiejkolwiek tragedii trudno jest o szybką i skuteczną pomoc z zewnątrz. A skoro tak, to taki rejs jest idealnym miejscem na mroczne i niecne zachcianki każdego potencjalnego samobójcy.


     "Pasażer 23" Sebastiana Fitzka to historia kilku pasażerów statku "Sułtan Mórz", którzy na swój własny sposób, doświadczyli na nim pewnych traumatycznych przeżyć. Przeżyć tajemniczych, które nigdy nie powinny wyjść poza owy statek. Policyjny detektyw i psycholog, Martin Schwartz, jest jednym z nich- dwa lata temu to właśnie na tym pokładzie w dziwnych okolicznościach, zaginęła jego żona oraz ukochany synek. Od tego czasu Martin żyje na krawędzi szaleństwa, ryzykując swoje życie dla coraz bardziej niebezpiecznych akcji, a mimo to nadal jest jednym z najskuteczniejszych policjantów.  Pewnego dnia otrzymuje telefon od starszej kobiety i już w następnym momencie wkracza na sułtański statek. Statek, który ma swoje tajemnice i sporą listę osób zaginionych. Wśród wielu nazwisk widnieją dane małej dziewczynki, która przez dwa miesiące uznawana była za zaginioną, a teraz niespodziewanie pojawia się na pokładzie. Gdzie była przez ten czas i co się z nią działo? Te i inne ważne pytania nurtują prawie całą załogę oraz tych pasażerów, którzy ją widzieli. 

     Przyznam szczerze, że "Pasażer 23" to chyba najbardziej szokujący thriller psychologiczny Sebastiana Fitzka, jaki dotąd przeczytałam, choć jeszcze wiele przede mną. Wstrząsająca brutalność i bezkompromisowość, jaka dotykała każdego znikającego bohatera, mogą wywołać sporo emocji. Bohatera, który cierpiał katusze, zarówno na duszy, jak i ciele. Bohatera, który w kulminacyjnym momencie swojej egzystencji, modlił się o szybką śmierć. Dlaczego? Być może dlatego, że tak bardzo nienawidził on innych, gardził samym sobą lub popełnił karygodne błędy, raniące swoich najbliższych. 

      Pozostali bohaterowie również okazali się interesujący i charyzmatyczni. Począwszy od zagubionego policjanta, przebiegłego Argentyńczyka, zmanipulowanego kapitana, aż do przebojowej staruszki i wyjątkowej  pani doktor. Każdy z nich był odważny, zdeterminowany i pomocny, a mimo to posiadali oni swoje mroczne tajemnice, które doprowadziły do licznych niedomówień oraz braku wzajemnego zaufania. Przy bliższym zapoznaniu się z całą fabułę, wiele rzeczy stawało się bardziej oczywistych. Były także momenty, gdy ich zachowanie stawało się dość irytujące i denerwujące, szczególnie jeśli chodzi o postawę policjanta i kapitana, którym przynajmniej raz należał się porządny kopniak w tyłek. Na szczęście nie było tego zbyt wiele. 

    Fabuła tego thrillera jest wielowątkowa i nieprzewidywalna. Sekretne działania, nielegalne interesy, podejrzani pasażerowie oraz sporo intryg, które napędzały akcję i podsycały adrenalinę. Niestety, czasami miałam wrażenie, że autor nieco popłynął ze swoimi pomysłami, które niejednokrotnie przybierały mocno irracjonalny charakter. Jednakże całokształt tej historii, wywarł na mnie bardzo pozytywne odczucia. Odczucia, które trzymały w ciekawości od początku, aż do samego końca. 

     Podsumowując, "Pasażer 23" Sebastiana Fitzka to intrygujący thriller, w którym panuje mrok i wszechobecne zło. Wszystko to spowite tajemniczą mgłą, w której trudno zauważyć to, co najważniejsze- prawdę. Prawdę, która rani i sprawia cierpienie, a mimo to oczyszcza i daje ukojenie. Jest to powieść, która wciąga i wzrusza, szokuje i przeraża swoją brutalnością i brakiem sprawiedliwości, a przy okazji mocno ekscytuje. 

P.S.
Ten pan zdecydowanie wie, jak stworzyć coś, czym zyska rzeszę wiernych fanów.

sobota, 29 lutego 2020

"Przesyłka"- Sebastian Fitzek

          Niedawno odkryłam twórczość Sebastiana Fitzka, w której od razu się zakochałam. Tuż po genialnym "Pacjencie" zapragnęłam jeszcze więcej tak intrygujących powieści. W ruch poszła więc "Przesyłka", od której wręcz nie mogłam się oderwać, a w kolejce czeka jeszcze "Pasażer 23"



    Emma Stein jest znaną i szanowaną psychiatrą. Ma kochającego męża, wspaniały dom i wymarzoną pracę. Niestety, jej szczęście nie trwa tak długo, jakby tego chciała. Nocując w hotelu, gdzie zaledwie kilkadziesiąt minut temu wygłosiła swój wykład, zostaje napadnięta i brutalnie zgwałcona. Dodatkowo sprawca ogolił jej głowę, podobnie jak grasujący w okolicy "Fryzjer", którego śmiertelnymi ofiarami były prostytutki. Czyżby to właśnie on napadł na Emmę? Jeśli tak, to dlaczego pozostawił ją przy życiu? Aby pojąć tego niebezpiecznego sprawcę, kobieta musi zgłosić sprawę na policję. Problem w tym, że ona zupełnie nic nie pamięta z tego okrutnego wieczoru, ani twarzy mężczyzny, ani tego jak zdołała dotrzeć na przystanek autobusowy. Najgorsze jest jednak to, że rzekomy pokój, w jakim zatrzymała się Emma wcale nie istnieje. Bezsilna, zagubiona i osamotniona pani doktor z dnia na dzień coraz bardziej izoluje się od świata zewnętrznego, zamykając się w swoich czterech ścianach. Trwa w tym letargu i otępieniu zupełnie sama, aż do momentu, gdy u jej drzwi zawitał znajomy kurier z pewną paczką dla tajemniczego sąsiada, o którym Emma nigdy nie słyszała. Sąsiada, którego tak na prawdę nikt nie zna. Od teraz już nic nie będzie takie, jak wcześniej. Nic i nikt.

    Każda kolejna książka Fitzka, po jaką sięgam, okazuje się być jeszcze lepszą niż ta poprzednia. Idąc tym tropem, czeka mnie jeszcze wiele przyjemnych chwil z powieściami tego autora. Chwil, które zamierzam bez żadnych wątpliwości poświęcić każdej wydanej na naszym rynku książce tego oto mistrza thrillera psychologicznego. 

    "Przesyłka" to mocno wciągająca i niezwykle intrygująca lektura, w której autor szasta kartami fabuły niczym najlepszy magik. Magik, który swoimi sztuczkami,gwarantuje czytelnikowi podróż mrocznymi zakamarkami ludzkiej duszy i psychiki. Podróż tak ciekawą i emocjonującą, a zarazem bardzo niebezpieczną, że stanie się ona naszym uzależnieniem.

    Jak można się domyślić, fabuła tej powieści jest nietuzinkowa i oszołamiająco wstrząsająca. Wszystko to za sprawą dynamicznej i nieprzewidywalnej akcji, która porusza się w bliżej nieokreślonym kierunku i nie ma najmniejszego zamiaru się zatrzymać, choćby na momencik. To dzięki niej całkowicie zatopiłam się w tej historii, którą przeżywałam wraz z jej bohaterami. Nieszablonowymi, charyzmatycznymi, przebiegłymi i zdeterminowanymi osobami, które dobrze wiedzą, czym jest skuteczna manipulacja i tajemnicza intryga, osamotnienie i opętanie, ale przede wszystkim ludzka bezsilność wobec przemocy, zazdrości i braku sprawiedliwości. Dla nich granica pomiędzy prawdą a fikcją jest mocno zamazana i bardzo łatwo ją przekroczyć. Niestety, konsekwencje tego jednego kroku, mogą okazać się dramatyczne. Brak tutaj tego głównego "czarnego charakteru", bowiem każdy bohater mia sporo na sumieniu. 

    Podsumowując, "Przesyłka" Sebastiana Fitzka to perfekcyjnie skonstruowany thriller psychologiczny, który wciąga od początku, aż do ostatnich stron. On ekscytuje, szokuje i wzrusza. Jest tak fikcyjny, że aż niemal realny- strach się bać. Ta książka jest pełna intryg i bardzo niebezpiecznych bohaterów, z których każdy ma swój mroczny sekret. Dodatkowo, na finiszu czeka nas niesamowicie zaskakujące zakończenie. Osobiście podejrzewałam, że znam prawdę, ale w jakim wielkim byłam błędzie, tego nie da się opisać. Po prostu UWIELBIAM!

środa, 19 lutego 2020

"Ostatni, który umrze."- Tess Gerritsen

       Moje comiesięczne wizyty w bibliotece zawsze obfitują w ogromny stosik książek, jakie wracają ze mną do domu. Oczywiście nie może w nim zabraknąć moich ulubionych serii, jak te autorstwa Nesbo, Puzyńskiej czy też Gerritsen. Ta ostatnia coraz częściej zamieszkuje moje półki. Tym razem w ręce wpadł "Ostatni, który umrze". Jak widać, zapowiada się fantastyczna lektura.


     Tajemniczy i bestialski atak na pewną rodzinę, zszokował mieszkańców Bostonu. Ofiary, czyli dwoje dorosłych i ich trzy adoptowane córki, zostały zabite strzałami w głowę. Nie ulega wątpliwości, że była to prawdziwa egzekucja. Z tej tragedii ocalał jedynie czternastoletni Teddy Clock, który również był adoptowany. Jako jedyny zdążył się schować pod łóżkiem w swoim pokoju, który sprawiał wrażenie niezamieszkałego. Okazuje się, że chłopiec dwa lata temu także cudownie przeżył masakrę, w której zginęła cała jego rodzina. Nic więc dziwnego jest jest bardzo milczący i przestraszony. Tutejsza policja ma nie lada problem z wytypowaniem sprawcy tego morderstwa. Jane Rizzoli została wydelegowana do rozmowy z chłopcem oraz znalezienia mu bezpiecznego miejsca. Niestety, niebawem ponownie ktoś poluje na Teddy'ego i Jane musi jak najszybciej umieścić go tam, gdzie nikt go nie znajdzie- w Evensong, prywatnej szkole dla dzieci z traumatyczną przeszłością. Z dala od społeczeństwa, z ogromnymi murami i wszelkimi zabezpieczeniami, to miejsce wydaje się być wręcz idealne. Jak się okazuje, niedawno do tej szkoły trafiło jeszcze dwoje innych dzieci, z identyczną przeszłością, a wokół nich zaczynają dziać się dziwne rzeczy, budzące strach i przerażenie. Czyżby tamten morderca odnalazł jakimś cudem te dzieci i powrócił, by dokończyć swojego dzieła? Jeżeli tak to kim jest i dlaczego poluje na te niewinne nastolatki? Czyżby coś łączyło te dzieci?

    "Ostatni, który umrze" już na wstępie zawładnął moim umysłem i przez cały czas podsycał moją ciekawość oraz buzującą we mnie adrenalinę. Niestety, już jeszcze tego samego dnia dopadła mnie straszna migrena i wykluczyła z poprawnego funkcjonowania na kilka dobrych dni. Mogłam zapomnieć o czytaniu i relaksowaniu się. Jak już się uporałam z tym okropnym bólem, ponownie sięgnęłam po tę książkę, od której nie było już odwrotu. 

     Fabuła- genialna, wciągająca i nieszablonowa, a w dodatku bardzo ekscytująca. Historia, w której ofiarami są dzieci, zawsze silniej działa na moje emocje, przez co jeszcze bardziej ją przeżywam. A jeśli dodamy do tego nieobliczalnego i nieuchwytnego mordercę, który jest niczym duch, to liczne palpitacje serca gwarantowane. W zetknięciu się z takim przestępcą, nasi policjanci przez większość czasu byli wręcz bezbronni, stając się pionkami w jego grze. Grze bardzo niebezpiecznej, w której aż do samego końca nie można było przewidzieć wyniku owej potyczki. Oczywiście, tam gdzie trzeba było, nasi bohaterowie wykazali się wielka odwagą, zręcznością i sprytem. We wszystkich powieściach Tess Gerritsen, jakie dotąd przeczytałam, tutaj skonstruowany przez nią profil mordercy, był najbardziej intrygujący i przykuwający uwagę. 

     Kolejna zaletą jest bardzo dynamiczna akcja. Akcja, która wystrzeliła już od pierwszego rozdziału i galopowała dalej, coraz szybciej, aż do samego finału. Finału, który mocno mnie zaskoczył, szczególnie jeśli chodzi o jego bohaterów. Tak zawrotne tempo nie dawało mi wielkiego pola do namysłu, bowiem całą sobą podążałam za tą historią. Historią, która wzrusza, szokuje i wzbudza sporo współczucia. 

   Podsumowując, "Ostatni, który umrze" Tess Gerritsen to mocno wciągający i niezmiernie frapujący thriller psychologiczny, który urzeka czytelnika świetną fabułą i ogromną dawką niebezpiecznych wydarzeń. Wszystko to wzbogacono również o nagłe zwroty akcji i coraz bardziej charyzmatycznych bohaterów, o których aż chce się czytać.  Ta powieść to kolejna genialna część serii Rizzolii/ Isles autorstwa Tess Gerritsen, z jaką miałam przyjemność spędzić każdą wolną chwilę.

czwartek, 6 lutego 2020

"Uwikłana"- Natasha Preston

     Natasha Preston jest jedną z tych autorek, o których ostatnio słyszałam wiele dobrego. Kilka moich poprzednich wizyt w bibliotece skutkowało sporymi stosikami, w których niestety zabrakło jakiejkolwiek powieści Preston. No cóż, musiałam w takim razie dokonać ich rezerwacji i czekać. Pierwszą z nich jest "Uwikłana", która już od początku przypadła mi do gustu. 


    Grupa siedmiorga nastolatków tuż pod koniec wakacji postanawia spędzić weekend w domku letniskowym, który należy do ich znajomego. Ten wyjazd miał być odpoczynkiem od codzienności, bez trudów, problemów i trosk. Całodniowe leniuchowanie, wieczorne imprezy i sporo alkoholu. Niestety, już pierwszej nocy dochodzi do tajemniczego i bardzo brutalnego morderstwa. Ofiarami jest dwójka przyjaciół, z których przynajmniej jedno miało obecnych tutaj wrogów. Jak się okazuje każda  osoba, która tutaj przebywała, miała motyw, by zabić. Motyw i sporo mrocznych sekretów, które nigdy nie powinny wyjść na jaw. Wszyscy kłamią, by chronić własne interesy, ale tylko jedna osoba zna prawdę. I jest nim morderca. 

     Już po kilku stronach wiedziałam, że będzie to świetna lektura. Lektura, która pochłonęła mnie bez reszty i od której nie byłam w stanie się oderwać. Zaczęłam ją czytać w niedzielę rano, a już wieczorem zamknęłam ostatnią stronę. Jedno, co mi się teraz nasuwa na myśl- ta książka jest doskonała.

    Ten thriller wciąga już od samego początku. Grupa przyjaciół, w środku której są liczne sympatie i jeszcze więcej antypatii, no i oczywiści morderca. I choćbym nie wiem jak bardzo się starała, to za nic sama nie odgadłabym prawdy. Przez cały czas miałam drobne przypuszczenia, które w kulminacyjnym momencie nijak miały się do rzeczywistości. Jednego jednak byłam pewne- tutaj absolutnie nikomu nie można było ufać. Każdy miał motyw, sposobności i chęci by zabić. 

    "Uwikłana" to opowieść o przyjaciołach, którzy teoretycznie powinni znać się niemal "jak łyse konie". Przyjaciół, którzy poszliby za sobą w ogień, którzy wspierają się i wzajemnie szanują. Ale w praktyce ich relacje okazały się nieco inne. A wszystko to za sprawą tajemnic, niedokończonych spraw i licznych niedomówień, po których pozostał pewien niesmak. Silny i nieszczący niesmak- tyle wystarczy by z czystą przyjemnością zabić tych dwoje. 

    Nasi bohaterowie to z pozoru zwyczajni nastolatkowie, którzy lubią się bawić, czerpać z życia garściami. Odpowiedzialni, lojalni, wrażliwi. Dawniej radośni, beztroscy, zakochani, ale pewien tragiczny wypadek bardzo ich zmienił. Złość, żal, smutek, tęsknota i zagubienie, od tego nie da się ucie, choćby niewiadomo jak się starli. Pozostaje więc jakość z tym wszystkim żyć. Będąc razem, sprawiają wrażenie przyjaciół "na dobre i na złe", którzy już pogodzili się z losem. A tymczasem prawda okazuje się nieco bardziej skomplikowana- zupełnie tak, jak nasi bohaterowie. 

   Fabuła bardzo ciekawa, frapująca i pełna ekscytacji. Trzyma w napięciu przez cały czas, nie dając czytelnikowi ani chwili wytchnienia. Dynamiczna i nieprzewidywalna akcja oraz nieobliczalni bohaterowie, zagwarantują nam mocno zaskakujące zakończenie. A wszystko to napisane lekkim i zrozumiałym językiem, bez zbędnych wulgaryzmów i nadmiernych upiększeń. Wystarczająco dobrze, przejrzyście, by pobudzić czytelniczą wyobraźnię. 

    Podsumowując, "Uwikłana" Natashy Preston to fenomenalny thriller, który zaskakuję, wciąga i intryguje aż do ostatnich stron. To powieść pełna emocji i niebezpiecznych znajomości. To historia, która ekscytuje, a zarazem szokuje i dlatego tak trudno się od niej oderwać. Historia, która wiele razy wyprowadzi nas na manowce, bo tutaj nic nie jest oczywiste. Bez wątpienia jest to książka, którą warto przeczytać, a więc serdecznie polecam. Tymczasem rezerwuję kolejne jej powieści.

piątek, 31 stycznia 2020

"Pacjent"- Sebastian Fitzek

         Podobno Sebastian Fitzek to mistrz thrillerów psychologicznych. Ile prawdy jest w tym stwierdzeniu- na własnej skórze zamierzam się przekonać. Jednego jestem pewna, w jego książkach nic nie jest takie, na jakie wygląda. "Pacjent" to moje drugie spotkanie z twórczością tego autora, wcześniej był tylko "Lot 7A", ale już wiem, że to będzie udana przygoda. 


    Po niemieckich ulicach grasuje niebezpieczny i nieobliczalny morderca, Tramnitz, który porywa małe dzieci, a następnie znęca się nad nimi i zabija. Ciała dokładnie ukrywa, a sam pozostaje nieuchwytny. Tylko dziwnym trafem, zostaje on pojmany i umieszczony w zakładzie psychiatrii sądowej o największym rygorze. Teraz społeczeństwo może już spać spokojnie, choć jest ktoś, kto nadal cierpi po stracie ukochanego synka, Maksa. To zdesperowany ojciec, którego dziecko porwano rok temu i nadal nic o nim nie wie. Jedyna nadzieja w Tramnitzie, który najprawdopodobniej zna prawdę o Maksie, tylko, że on uparcie milczy. Rozżalony ojciec decyduje się na bardzo niebezpieczny krok- sam ma zamiar zostać pacjentem szpitala, w którym przebywa ten groźny morderca. Jak daleko można posunąć się, by poznać prawdę? I czy ta prawda będzie tego warta?

     Przyznam szczerze, że ta powieść bardzo mnie wciągnęła. Jeszcze kilka tak intrygujących historii  i faktycznie sama będę mogła nazwać Fitzka mistrzem w tym gatunku. Choć już te dwie przeczytane przeze mnie książki są gwarancją dobrych i ciekawych lektur. 

    "Pacjent" to z pozoru bardzo przejrzysta historia zdesperowanego ojca, który za wszelką cenę pragnie odnaleźć syna. Decydując się  na tak bezpośredni krok, jakim jest pobyt w zakładzie psychiatrycznym, musi wyrzec się wszystkiego, co zna i zacząć "tańczyć tak, jak mu zagrają". Zostając pacjentem tego szpitala, wyzbywa się resztek swojej godności i tożsamości. A wszystko to, by nawiązać kontakt z Tramnitzem i dostać odpowiedzi na nurtujące go pytania. Jego celem jest zdemaskowanie mordercy, odnalezienie tajemniczego pamiętnika, a co najważniejsze- przeżycie w miejscu, gdzie zło czai się niemal na każdym kroku. Na tym kończą się nasze pozory. 

   Im dalej brniemy w tą fabułę, tym staje się ona coraz bardziej nieprzewidywalna. Z każdym kolejnym rozdziałem, autor wprowadza coraz szybsze zwroty akcji i jeszcze więcej niebezpiecznych bohaterów. Fabuła z biegiem czasu przybiera coraz mroczniejszy i brutalniejszy charakter, szokując czytelnika każdym nowym wydarzeniem. A na końcu staje się tak zagmatwana, a przy okazji doskonale zaskakująca. 

    Podsumowując, "Pacjent" Sebastiana Fitzka to ekscytująca, a zarazem przerażająca historia zdesperowanego człowieka, który stracił już wszystko i nie potrafi odnaleźć się w nowej sytuacji. Fabuła, w której ktoś brutalnie znęca się nad dziećmi, a następnie je morduje, wywołuje u czytelnika szok, strach , niedowierzania, a następnie odrazę i chęć zemsty. Jest to lektura, która od samego początku, aż do ostatnich stron, trzyma w ogromnym napięciu i jeszcze większej niepewności.Tym bardziej, że zakończenie totalnie wbiło mnie w fotel, za co należą się autorowie wielkie pokłony.

wtorek, 17 grudnia 2019

"Niewierna żona"- James Grippando

       Kolejną pozycją poleconą mi przez panią bibliotekarkę, jest "Niewierna żona" Jamesa Grippando. Autor kompletnie mi nie znany, podobnie jak i Jego książka, czyli czeka mnie jedna wielka niewiadoma. A kto wie, może i ogromne zaskoczenie?!


     Zdolna, ambitna i atrakcyjna Peyton Shields, lekarz pediatria w bostońskim szpitalu, każdą wolną chwilę poświęca pracy. Rutyna i pracoholizm kobiety powodują, że w jej małżeństwie nie dzieje się najlepiej. Zdrada, wypadek samochodowy, głuche telefony, a do tego wrażenie, że jest obserwowana- to dla Peyton zbyt wiele. Niestety, nie ma żadnych dowodów na to, że jest prześladowana. Czyżby kobieta popadała w paranoję? A może jednak coś jej zagraża? Tym bardziej, że w ludzie z którymi miała bliski kontakt, zaczynają znikać. Czasami policja odnajdzie ciało, w innym przypadku już nie. Tajemnicza znajomość w sieci, nieprzyzwoite rozmowy i wirtualny seks. Czyżby w ten sposób Peyton pragnęła uciec od własnych problemów i monotonnego życia? Gdzie tak na prawdę zaczyna się rzeczywistość, a gdzie kończy fikcja?

    Po raz kolejny z miłą chęcią sięgam po nieco starsze powieści, które w znacznej mierze okazują się być fantastycznymi lekturami. Każdego dnia odkrywam "nowych- starych" autorów, którzy mnie ekscytują swoją twórczością i nieco bardziej pragnę zagłębić się w pozostałych ich dziełach. 

    "Niewierna żona" to mocno wciągający thriller psychologiczny, który porządnie namiesza czytelnikowi w głowie. Niezwykle intrygująca fabuła, naszpikowana nieobliczalnymi bohaterami, niewyjaśnionymi wydarzeniami, mrocznymi myślami, opętaniem wynikającym z ogromnej potrzeby kontroli i pożądania. A wszystko to podparte nieszablonowym sprytem "czarnego charakteru", jego przebiegłością, finezją i zawziętością, dla których nie istnieją żadne granice. Niebezpieczeństwo rosło wraz z każdym następnym rozdziałem. Podobnie jak cała akcja, której tempo i kierunek były trudne do jakiegokolwiek ustalenia. 

    Książka Jamesa Grippando jest nietuzinkowa, bowiem wywołuje tak wiele skrajnych emocji. Silnych emocji. Ona wzrusza, pociąga, ekscytuje, a zarazem szokuje, odpycha i dezorientuje. "Niewierna żona" to doskonały thriller psychologiczny, który od samego początku trzyma w napięciu, aż do swoich ostatnich stron. On przyciąga i porywa w świat pełen mrocznych i niebezpiecznych intryg, gdzie grasuje nieobliczalny stalker., napawając lękiem. To książka od której nie sposób się oderwać, gdyż czytelnik czuje ogromną wewnętrzną potrzebą poznania prawdy. Niewygodnej prawdy, która zniszczy wiele osób. 

P.S.
Niebawem ponownie udam się do biblioteki, by zapolować na inne pozycje tego autora.  Zobaczymy, co tym razem trafi w moje ręce.

niedziela, 8 grudnia 2019

"Coraz większy mrok"- Colleen Hoover

       Gdy tylko na naszym rynku wydawniczym pojawił się pierwszy thriller autorstwa Colleen Hoover, wiedziałam, że muszę go mieć. Do tej pory każda powieść Hoover idealnie wpasowywała się w moje gusta. Czy jej debiut o nieco mroczniejszym charakterze również zawładnie moim sercem? Jestem przekonana, że tak. 


    "Coraz większy mrok" ogarnia naszych głównych bohaterów. Mrok, z którego nie ma wyjścia. Verity Crawford jest rozchwytywaną autorką thrillerów, w których dominuje ciemna strona. Niestety, w skutek wypadku samochodowego, pisarka została sparaliżowana i nie może już dokończyć swojej serii książek. Zobowiązania wobec wydawnictwa skłaniają jej męża, Jeremiego do zatrudnienia innej autorki. Wybór padł na Lowen Ashleigh. Dla niej to kolejna szansa na zdobycie przychylności czytelników i nowy zastrzyk sporej gotówki. Przez jakiś czas Lowen zamieszkuje u Crawfordów, by przybliżyć sobie twórczość i osobę Verity. Przypadkowo odnajduje tajemniczy tekst, który zupełnie zmieni jej dotychczasowe życie. Wraz z sekretami Verity podąża ciemność, która niesie ze sobą ogromne niebezpieczeństwo. Jak się okazuje, nie tylko pani Crawford miała swoje mroczne tajemnice. 

    "Coraz większy mrok" to debiutancki thriller psychologiczny Colleen Hoover, który znacznie różni się od tego, do czego przyzwyczaiła nas pisarka. A co najważniejsze- jest równie dobry. 
    Fabuła jest nieszablonowa i niezwykle szokująca. To historia rodziny, w której dominuje kłamstwo i intryga. Ale najbardziej niszcząca jest obsesja. Obsesja bezgranicznej miłości i bezkompromisowej kontroli. Obsesja, która nie cofnie się przed niczym. Manipulacja najbliższymi, preparowanie faktów, liczne domysły i spekulacje- to droga ku zagładzie, ku nicości. 

    Ta książka jest nieprzewidywalna. Głównie za sprawą tajemniczej i oszałamiająco prowokującej fabuły. Jednak i ona wymaga dopełnienia. Dopełnienia, które zagwarantują charyzmatyczni i nietuzinkowi bohaterowie. Bohaterowie, którzy swoją przebiegłością, bezpruderyjnością i sprytem, zaserwowali czytelnikowi moc najrozmaitszych wrażeń. A sama autorka zakończeniem tej powieści, wprawiła mnie w osłupienie. Takiego zawirowania się nie spodziewałam. Szok i niedowierzanie- oto, co pojawiło się wraz z ostatnimi rozdziałami. 

     Podsumowując, "Coraz większy mrok" Colleen Hoover to elektryzujący thriller psychologiczny,  pełen sekretów, mrocznych intryg i trudnych wyborów. Tutaj nie ma dobrych decyzji. Cokolwiek się nie wydarzy i tak będzie to miało przykre i nieodwracalne konsekwencje. Jeszcze nigdy nie było tak niebezpiecznie, niesprawiedliwie, wstrząsająco i emocjonująco. Mam nadzieję, że Hoover stworzy kiedyś coś równie doskonałego i mrocznego, przy czym moje serce będzie bić jak oszalałe tak, jak to miało miejsce w przypadku tej historii.

poniedziałek, 20 listopada 2017

Lokatorka- J P Delaney



      Przeglądając strony różnych księgarni internetowych, w nowościach często pojawiał się thriller Delaney, który zyskał tytuł bestsellera m.in. w Stanach. Jego pozytywne opinie także skusiły mnie do bliższego zapoznania się z tą książką. Czy moje przemyślenia będą równie przychylne, jak pozostałych czytelników? Zobaczymy. 
     

     Jak sam tytuł wskazuje, „Lokatorka” opowiada losy dwóch młodych kobiet, zamieszkujących w niezwykłym domu. Są bardzo do siebie podobne. Obie chciały rozpocząć życie na nowo, gdyż każda z nich doznała jakiejś traumy. Obie ponadto  związują się z właścicielem tego domu. Domu, który jest inny niż wszystkie. Taki prosty, surowy, bez zbędnego wyposażenie, ale i niebezpieczny, z nutką tajemnicy w tle. Dodatkowo  obowiązuje w nim trudna do zaakceptowania umowa najmu.  Istnieje jednak coś, co je różni. Obie kobiety nie wchodzą sobie w drogę, bowiem Emma już nie żyje, a Jane ma szansę ocalić swoje życie i poznać sekret dotyczący tego budynku i ich lokatorów. Czy jej się to uda? Czy będzie w stanie poznać prawdę i jaki ona będzie miała na nią wpływ? 
     Już kilka razy spotkałam się z książką, która opisuje dany element z perspektywy różnych ludzi i często na różnych płaszczyznach czasowych. I tak jest tutaj. Rozdziały podzielone są na narracje Emmy i jej życia w owym domu w czasie przeszłym, oraz na opisy Jane z casu  teraźniejszego. I śmiało mogę powiedzieć, iż taka forma bardzo mi odpowiada i jest niezwykle ciekawa. Pełno jest tutaj gwałtownych zwrotów akcji, które ciągle mieszają czytelnikowi w głowie. Toteż trudno jest się trzymać jednej wersji wydarzeń, jakie miały miejsce w tej książce. I mam wrażenie, że taki właśnie był zamiar autora.  W tej powieści Delaney skrupulatnie obnaża sekrety prywatności dwóch głównych bohaterek. I to dzięki tym tajemnicom ta książka jest naprawdę dobra. Posiada duszę, która wciąga, aż do samego końca i nie da o sobie zapomnieć.  Ten psychologiczny thriller jest niezwykle interesujący, napawający dreszczami, gdyż skupia się nad moralnymi dylematami, która stale towarzyszą nam podczas życia. To często wybór, który jest niemożliwy pod kontem dobrych i złych stron. Autor ani na chwile nie da odpocząć swojemu czytelnikowi, a samo  zakończenie jest niezwykle zaskakujące, gdyż nie dochodzi do takiego happy endu, jaki można by samemu wysunąć, podczas tej lektury. Chętnie ponownie sięgnę po kolejne pozycje tego autora. 

poniedziałek, 13 listopada 2017

BRIAN FREEMAN "LODOWATA PUSTKA"

          Skoro jest poniedziałek, to czas na dobry kryminał, by w ten sposób z energią zacząć nowy tydzień. Jako że bardzo lubię czytać, a większość książek, z którymi się mogę bliżej zapoznać, pochodzi z mojej miejskiej biblioteki, tak i w tym przypadku nie było wyjątku. Ciekawa kolorystycznie okładka oraz interesujący zarys historii na końcu powieści sprawił, iż zapragnęłam ją mieć. Szczególnie, że autorem jest słynny,  amerykański specjalista od horrorów, Brian Freeman. A teraz kilka słów o tym, czego dotyczy ta książka.
       
          Duluth w Minnesocie. Pewnej nocy, detektyw Jonathan Stride,  znajduje w swoim domu 16-letnią dziewczynę. Przerażona, naga i zmarznięta uciekinierka, schowała się w szafie. Okazuje się, że jest to Catalina Mateo, córka byłej znajomej policjanta. W trakcie rozmowy tych dwojga, na światło dzienne wychodzą zaskakujące fakty z życia dziewczyny. A najważniejsze jest to, że grozi jej ogromne niebezpieczeństwo. Ze względu na dawne czasu, Jonathan postanawia pomóc Cat. Mimo tego kim jest i jak dotychczas żyła( była bezdomną prostytutką), w oczach detektywa jest ona wiarygodnym świadkiem. Z czasem sprawy zaczynają przybierać niekorzystny obrót. Giną kolejne osoby z ich otoczenia. Zaś policja ma wątpliwości, co do niewinności Cataliny. Kto więc jest sprawcą tych morderstw? Czy Młoda dziewczyna zdoła uciec swojemu oprawcy?
         Czy decyzja o wypożyczeniu tego kryminału była słuszna?Oczywiście, że tak. Ani przez moment nie rozczarowałam się tą pozycją. Już od samego początku bardzo wciągnęła mnie ta książka. Interesujący okazała się każdy szczegół z życia głównej bohaterki oraz jej dalsze losy. Niezwykle intrygujące było to, że pomimo trudnych doświadczeń życiowych, ta dziewczyna nie poddała się, z całych sił walcząc o swoje życie. Tragedia, jaką przeżyła w wieku kilku lat, wzmocniła jej charakter i wolę przetrwania. Do samego ko}ca nie mogłam odgadnąć  kim jest morderca i jakie miał motywy, by chcieć zabić Cat. I przyznam szczerze, że rozwiązanie ogromnie  mnie zdziwiło. Tym bardziej, że osoba ta doskonale się kamuflowała. Ostatecznie nie można nikogo oceniać po okładce. A to, co się kryje w głębi duszy, często nie współgra z tym, co widzimy.
        Ta bardzo  interesująca historia głównej bohaterki sprawiała, ze książkę czytało się bez wytchnienia. Niezwykle wciągająca, pełna napięcia powieść, to idealna pozycja na rozpoczęcie  nowego tygodnia. Gwarantuję silną dawkę pozytywnych emocji i energii do dalszego działania.

"Dom sióstr"- Charlotte Link

       Duży, stary dom, stojący gdzieś na uboczu, z dala od wścibskich oczu, otoczony bezkresem pól i lasów, kusi, przyciąga i magnetyzuje...