niedziela, 15 października 2017

Uwierzcie we mnie

  Wyobraź sobie, że jesteś jednym z tych, którzy w tłumie podążali za Jezusem. Zobaczyłeś wiele znaków. Widziałeś, jak Jezus uzdrawiał chorych, jak rozmnożył chleb, by nasycić wszystkich. Przy nim czułeś się bezpiecznie, bo zapewnił ci wszystko, czego potrzebowałeś. Uleczył to, co bolało, zapewnił pożywienie tam, gdzie go nie było, zaspokoił głód, który odczuwałeś. 




    Rano budzisz się, a Jego nie ma. Przecież widziałeś, że nie odpłynął z innymi. Przedostajesz się na drugi brzeg i okazuje się, że On już tam na ciebie czeka. Pytasz - Rabbi, kiedy tu przybyłeś? A Jezus odpowiada ci - Szukasz mnie, nie dlatego, że zobaczyłeś znaki, lecz dlatego, że najadłeś się do syta. Zabiegaj nie o taki pokarm, który ulega zniszczeniu, lecz o ten, który przetrwa na życie wieczne, a który da ci Syn Człowieczy". (J 6, 26)
    W pierwszej kolejności nasuwa się  pytanie - Jak mam to zmienić?. Słyszysz odpowiedź  - Uwierz we mnie. Chwila. Przecież wierzysz. Zastanawiałeś się jednak, dlaczego szukasz Boga?
    Ten fragment Ewangelii skłonił mnie do refleksji nad celem poszukiwania Jezusa w życiu? Czego od niego oczekuję? Ludzie w tłumie poszukiwali Jezusa, ponieważ zaspokoił ich potrzeby cielesne. Czy i ja szukam Pana, bo liczę, że naprawi, ulepszy moje ziemskie życie? Czy uwierzyłam w Niego, dlatego że zobaczyłam znaki?
    Jezus chce, by podstawą naszej wiary było pełne zaufanie w Jego bezinteresowną miłość, w Jego wszechmoc. Od tego powinniśmy wyjść. Od bycia bezinteresownym. Nie liczmy zysków i strat. Nie oczekujmy, że nagle wszystko się zmieni. Zaprośmy Jezusa do naszego życia bez żadnych oczekiwań, płynących z tej relacji i pozwólmy Mu działać. 
    Wiara jest wyborem. Wybór jest wolnością. A tam gdzie rodzą się oczekiwania, tam pojawiają się ograniczenia. Jak mamy powierzyć się Bogu, stawiając warunki. Bóg zna nasze ziemskie potrzeby, ale chce nam dać coś więcej. I na to powinniśmy się otworzyć. 
    Jeśli powody naszej wiary są czysto ziemskie, to taka wiara może nie być szczera i stała.  Pomyśl zatem, co może stać się, gdy nie otrzymamy tego, czego od Pana oczekujemy?

   Zainspirujmy się Luxtorpedą i zanućmy: "Na celowniku namierzone moje ego.
Wystrzelę i zamienię "Ty" przed "Ja".

piątek, 13 października 2017

Światło, które utraciliśmy - Jill Santopolo

    Dom posprzątany, dzieci u babci, mąż do późna w pracy - takie popołudnia w piątki to ja lubię. Zawsze wtedy zaparzam sobie duży kubek czarnej kawy i zatapiam się w lekkiej, obyczajowej lekturze. Teraz, gdy za oknem wita nas jesień, koniecznie zapalam zapachową świeczkę i mogę na jakiś czas zatopić się w małych przyjemnościach. 
    Zeszły weekend tak właśnie u mnie wyglądał. Wolny czas spędziłam na czytaniu najnowszej powieści Jill Santopolo "Światło, które utraciliśmy".





„Nie wiem, dlaczego spotkałam cię tego dnia, ale jestem pewna, że na zawsze pozostałeś częścią mojej historii”. Tak mówi Lucy do Gabe’a. W tym jednym zdaniu zawarta jest kwintesencja ich miłości.
    Lucy i Gabe spotykają się na uczelni, w dniu, który wstrząsnął całym światem. Jest 11 września. W obliczu ogromnej ludzkiej tragedii rodzi się coś pięknego. Od początku nie jest łatwo, Gabe odchodzi, by niespodziewanie powrócić na dłużej niż jedną noc. Miłość kwitnie, ale dla niego samo uczucie nie wystarczy. Gabe jest jak wolny ptak, musi wysoko latać. Spełniać marzenia. Dlatego, jako fotograf wyjeżdża na Bliski Wschód, a Lucy zostaje, choć mogła pojechać z nim. Jak to w życiu bywa, miłość przegrywa z karierą. Tylko czy kariera da tyle szczęścia, co dawała miłość?
    Mija czas, obydwoje próbują sobie ułożyć życie na nowo. Odnoszą sukcesy zawodowe, Lucy zakłada rodzinę, Gabe też kogoś ma, ale wzajemna pamięć o sobie i ta iskra w sercu wciąż się tli. Czasem przelotnie spotkają się, wymienią wiadomościami, po czym każde wraca do codzienności. Aż do pewnego dnia.
    Początkowo miałam mieszane uczucia, co do tej pozycji literackiej. Zainspirowana pozytywnymi opiniami na jej temat, skusiłam się, ale moja początkowa „znajomość z nią” nie była udana. Czytając strona po stronie, nie znajdowałam nic, co tak zachwyciło innych. Ot, kolejna miłosna historyjka. Z lekkim zniechęceniem brnęłam dalej. I mnie wciągnęło. 
    Mimo fikcji literackiej, jest to bardzo życiowa książka. To, co spotkało głównych bohaterów, codziennie przytrafia się komuś. Przybiera inną formę, ale się dzieje. Jest miłość, są oczekiwania, podjęte decyzje i ich konsekwencje. 
    Jill Santopolo napisała książkę o miłości między dwojgiem ludzi. Nie jedynej, ale tej najsilniejszej, która nie wygasa. Dla której czas nie ma znaczenia. Napisała o wyborach. Takich, które muszą komuś zadać ból, by komuś przyniosły szczęście. Ktoś traci, ktoś zyskuje. Napisała też o kolejnej szansie. O tym, że zawsze można zbudować coś od nowa. Coś innego, ważne tylko, by nie porównywać. By pozwolić przeszłości odejść. W rezultacie stworzyła książkę o życiu i o sile miłości, która nim steruje. 
    Po lekturze naszły mnie pewne dylematy. Nie wszystkie decyzje podjęte przez główną bohaterkę uważam za słuszne. Jednak największą wątpliwość wzbudziło we mnie pytanie: Czy warto poświęcić wszystko, co udało się zbudować, dla pragnień serca?
    Zachęcam was do przeczytania „Światła, które utraciliśmy”, chociażby po to, by spojrzeć na swoje życie prywatne i docenić wszystko, to co się ma. Gdy nasze uczucia są proste i klarowne, to jesteśmy prawdziwymi szczęściarzami.


      Do następnego wpisu.
   Dobrego weekendu, pełnego miłości dla nas wszystkich

                                                                             Wiejska biblioteczka




niedziela, 8 października 2017

Jak owocnie uczestniczyć we Mszy świętej? – Ks. Piotr Śliżewski, cz.I

  Zakładając, że jesteś osoba wierzącą i starasz się regularnie uczęszczać na nabożeństwa, czy rozumiesz w czym uczestniczysz?

    To pytanie skierowane jest głównie do mnie samej. Wystarczyła chwila do namysłu, bym przyznała, że nie do końca orientuję się w całej symbolice Eucharystii. Na pewno nie patrzyłam tak, jak jest to w książce opisane. Dlatego tak wiele razy nie dostrzegałam wyjątkowości w odprawianych nabożeństwach.

    Pewnie wśród was znajdą się osoby, które szczerze przyznają się do niewiedzy. Dlatego ta książka została stworzona dla takich, jak my. Byśmy mogli dostrzec ten cud i dar, który podczas każdej Mszy Świętej jest nam ofiarowany.




    Postaram się w kilku postach streścić to, co sama wyniosłam po lekturze książki.Tak, by przy najbliższej Eucharystii poznaną wiedzę przełożyć na czyn i w pełni świadomie uczestniczyć w spotkaniu z Jezusem.

    Zanim poznamy znaczenie poszczególnych elementów Mszy Świętej, powinniśmy zrozumieć, w jakim celu w niej uczestniczymy. Ks. Piotr Śliżewski podaje najpiękniejszą odpowiedź: „Przychodzisz na Mszę Świętą – ponieważ kochasz. Potrzebujesz się spotkać, posłuchać i pozwalasz, by On, zakochany w tobie Bóg, popatrzył na ciebie”. (Jak owocnie…, str.15). To nie przymus wewnętrzny wypełniania Dekalogu, to nie przyzwyczajenie, to pragnienie serca powinno być głównym powodem naszej obecności.

    Autor radzi, byśmy, wchodząc do Kościoła, mieli świadomość, że jest to dla nas czas zatrzymania się w tym pędzącym życiu. Otwierając drzwi, przekraczamy próg świętości, w której wszystko ma znaczenie. Niech za każdym razem  znak krzyża, czyniący poświęconą wodą, pokłon przed Tabernakulum będą znakiem, że przyszliśmy do Ciebie, Panie, byś przemienił nasze serca.

    Przyjrzyjmy się bliżej każdemu momentowi Mszy Świętej.

Procesja na wejście: (Podążaj za krzyżem Jezusa)

    Chwila, w której ksiądz z ministrantami wchodzą do Kościoła, ma duże znacznie symboliczne. Oznacza podążanie za krzyżem Jezusa, naszą duchową pielgrzymkę, w którą my, zgromadzeni, włączamy się poprzez śpiew.
    Ksiądz Piotr Śliżewski porównuje ten moment do wędrówki Jezusa z uczniami na Górę Przemienienia. Wszystko, co dzieje się wokół ołtarza, ma na celu naszą duchową przemianę.


Pocałunek (Przytul się do serca Jezusa)

    Każda Msza Święta zaczyna się i kończy pocałunkiem ołtarza. Jest on symbolem Chrystusa. Dlatego każdy z nas powinien duchowo uczestniczyć w przywitaniu i pożegnaniu Jezusa. W myślach wypowiedz słowa: „Jezu, kocham Ciebie…Witam Cię..” (Jak…, str.21)

Okadzanie (Każdym zmysłem wielbię Boga)

    Dym, unoszący się z kadzidła, to sygnał wysyłany do nieba. To znak naszego uwielbienia Boga. Święty Jan Chryzostom porównywał kadzidło do duszy człowieka: „Nierozpalone, nie wydala woni, tak, jak dusza pozbawiona ognia Bożej Miłości”. (str. 24 ) Okadzanie jest zachętą dla wiernych, by rozpalali swoje serce dla Boga.

Znak krzyża (Niech tak się stanie, Panie)

    Czynienie znaku krzyża i wypowiadanie słowa Amen jest dla wierzących bardzo naturalnym, oczywistym gestem. Jednak nie zawsze chętnie wykonujemy je w miejscach publicznych, które nie są związane z religią. Znak  krzyża jest publicznym wyznaniem przynależności do chrześcijan. Amen pochodzi z języka hebrajskiego, gdzie oznacza: „rzeczywiście”, „na pewno”, „niech tak się stanie”. Za każdym razem, gdy wypowiadamy Amen, wyrażamy naszą zgodę na wolę Bożą.

Pozdrowienie wiernych (Bóg między nami)

    Słowa wypowiadane przez kapłana „Pan z wami” są wyrazem wiary w obecność Boga na Mszy Świętej. Bóg jest między nami, tu, na tym zgromadzeniu. Nasza odpowiedź „I z Duchem Twoim”  - oznacza wiarę w obecność Ducha Świętego, którego otrzymał kapłan, by móc sprawować Eucharystię.

Akt Pokuty (Zobacz Panie, jaki jestem grzeszny)

    Wyznanie grzechów jest kluczem do uzdrowienia przez Mszę Świętą. Stając w pełni świadomym własnej grzeszności wobec Boga, otwieramy się na Jego miłosierdzie. Skoro Bóg nam wybacza, my też powinniśmy wybaczyć sobie i innym. To jest niezwykła moc uzdrawiająca Eucharystii. Modląc się słowami „Spowiadam się Bogu…”, bądźmy świadomi naszych grzechów i oddajmy je Bogu w tej modlitwie. Pamiętajmy, że On właśnie nam wybaczył.

Kyrie (Cześć Tobie, Panie)

  Termin „kyrie” ma historyczne znaczenie. W starożytności używano go na cześć króla. Wypowiadając „Kyrie, elejson”, oddajemy Bogu cześć i prosimy o Jego miłosierdzie.

Chwała na wysokości Bogu (Zapatruję się w Twoje piękno, Panie)

    Jest to modlitwa zaczerpnięta z Ewangelii Św. Łukasza, gdzie przypisywana jest aniołom, cieszącym się z narodzin Jezusa. Dlatego często nazywana jest hymnem anielskim. To nic innego, jak oddawanie Bogu chwały. Nie ja, nie moje intencje błagalne są teraz ważne, lecz On, doskonały Bóg. Uwielbienie powinno być stałym elementem życia osób wierzących.
    Autor bardzo obrazowo tłumaczy, co byłoby, gdybyśmy nie wielbili Boga. „(…) bez odniesienia mojej codzienności do Boga i Jego wielkości byłbym o wiele uboższy, a nawet, co gorsze, pyszny. Tak zapatrzyłbym się w lunetę skierowaną w moją stronę, że zapomniałbym o słońcu. Obaliłbym naukę o heliocentryzmie i zamieniłbym ją na egocentryzm” (str. 41)

Kolekta

    Modlitwa rozpoczyna się słowami: „Módlmy się…”. W tym miejscu następuje cisza, ofiarowana na złożenie w sercu własnej intencji. Nie musi być ona taka, jaką wypowiada kapłan. W trakcie modlitwy kapłan rozkłada ręce. Jako człowiek staje przed Bogiem, od którego oczekuje pomocy.  
    Autor porusza dość istotny wątek, jakim jest składanie ofiar za Mszę Świętą. Nie istniej coś takiego, jak kwota minimalna i o tym należy przypominać, powołując się na kanon 974 z Kodeksu prawa kanonicznego. Mówi on jednoznacznie, że ofiary składane nie mogą mieć charakteru transakcji.
Kolekta zamyka pierwszą część Eucharystii.


   O Liturgii Słowa za tydzień.

wtorek, 3 października 2017

Zmiany, zmiany, zmiany

      Od jakiegoś czasu piszę zarówno na "wiejskiej biblioteczce", jak i na "razem głodni, razem karmieni". Te blogi dotyczą dwóch odmiennych tematów. Teraz przyszedł moment, gdy chcę się nimi dzielić tutaj, na wiejskiej biblioteczce słowa i obrazu. 
    Będą tu, zarówno recenzje książek, jak i posty dotyczące wiary, Boga i naszej próby życia z Nim.
    Wkrótce ruszamy z rękodziełem Zaprawa Company. W zaciszu domu, po godzinach powstają drewniane projekty, w które wkładamy całe serducho. Na blogu będziemy prezentować efekty naszej twórczości.  
    Piszę w liczbie mnogiej, bo jest nas więcej, w zależności od tematyki. 
     By wyrobić w sobie systematyczność pisania, postanowiłam wprowadzić pewien harmonogram na bloga.



Poniedziałek - Cykl: Z kopa w nowy tydzień- poświęcony tylko dobrym książkom, mocnym kryminałom i wszelkim nowościom wydawniczym 

Środa- Cykl: Na chybił trafił czyli wyszperane w bibliotece - tytuły, które mi niewiele mówią; starsze pozycje 

Czwartki - Cykl: Dokształcamy się czyli poradniki - przewiduję dwa razy na miesiąc zaprezentować moją subiektywną opinię na temat wszelkiego rodzaju poradników, po które uwielbiam sięgać. Coś luźnego, przyjemnego. 

Piątki - Cykl: Lekka lektura na weekend - książki do przeczytania w 1-2 popołudnia, głównie literatura kobieca. 

Niedziela - Cykl: Poranki ze Słowem Bożym - bardzo osobiste przemyślenia na temat wersetów z Biblii; doświadczenie życia z Bogiem; recenzje inspirujących książek, poświęconych tematyce religijnej; wszystko co warto zobaczyć w sieci.



Będę tak starać się tworzyć treści, by opierały się o powyższy plan. Z czasem...... no właśnie, z czasem to się zobaczy, jak będzie. Na razie próbuję. Dlatego będzie mi bardzo miło, gdy będziecie śledzić to, o czym piszę. 

Do jutra
           

niedziela, 1 października 2017

Bądź mi nożem - Dawid Grosman

    Mam taką zasadę, gdy coś zaczynam czytać, muszę to skończyć, nawet, gdy nie jest to tego warte. I w zasadzie tym jednym zdaniem mogłabym podsumować całą książkę. Tylko, że jest to niesprawiedliwe w stosunku do autora. Świadczy co najwyżej o moim guście literackim. Wiem także, że są czytelnicy zachwyceni książką Davida Grosmana. Dlatego, kochani, co moje, to moje, a co wasze.... no to już musicie sami stwierdzić po samodzielnej lekturze. 



  




    "Bądź mi nożem" to dość osobliwa historia miłosna dwojga ludzi, których połączyły listy. On - trzydziestokilkuletni, żonaty biznesmen, postanawia nawiązać kontakt listowny z niedawno spotkaną kobietą. Nie żąda od niej niczego, prócz możliwości pisemnej korespondencji. Adresatka - trzydziestokilkuletnia mężatka, była nauczycielka, wychowująca chorego syna, przystaje na propozycję. Wraz z otrzymaniem pierwszego listu, jej dotychczasowe życie ulega zmianie. Między Jairem a Miriam, stopniowo, z każdym kolejnym słowem rodzi się uczucie, pożądanie. Jednak, gdy obydwoje postanawiają się spotkać, coś się zmienia. Na papierze było tak prosto i pięknie.
    "Bądź mi nożem" to kolejna, wyszukana w bibliotece, książka, nieznana, wobec której nie miałam żadnych oczekiwań. I dobrze. Uniknęłam rozczarowania. Całość pisana jest w formie listów, głównie jednej ze stron. Mimo starań autora, taka forma wpłynęła na monotonność czytania. Przyznam się szczerze, dawno nie odczuwałam braku przyjemności płynącej z lektury przy kawie. Aż do teraz. 
    Z kolejnymi stronami odnosiłam wrażenie, że Jair może być osobą niezrównoważoną psychicznie. Jego miłość do Miriam to obraz nierealnych wyobrażeń, to coś w rodzaju narkotyku. Uszczęśliwia, ale i otumania, wprowadzając w świat, w którym rzeczywistość przegrywa z fikcją. 
    Twórczości Davida Grosmana nie znam, ale mam obawę, że po lekturze, nie będę chciała sięgnąć po nic więcej z jego dorobku. Nierozsądne? Może, ale czas w życiu mamy ograniczony, zatem nie trwońmy go na kiepską lekturę i zimną kawę.

wtorek, 19 września 2017

Kobieta, która wiedziała za mało - Daniel Koziarski

    Czy można zrozumieć kobietę, będąc mężczyzną? Mówią, że nie. Jednak Daniel Koziarski przełamuje ten stereotyp. I to nie w byle jakim stylu. Napisał powieść. O kobietach, dla kobiet. Mało tego. Z punktu widzenia kobiety. A to już nie lada wyczyn. Nawet dla pisarza.




     "Kobieta, która wiedziała za mało" to literatura obyczajowa, przesiąknięta erotyzmem.  Główna bohaterka to popularna pisarka, Marzena Wierzba. Choć z wykształcenia jest rehabilitantką, to książki stanowią całe jej życie. Dnie spędza na pisaniu kolejnych powieści, które odnoszą znaczące sukcesy. Niestety, gdy jej życie zawodowe rozkwita, w sprawach prywatnych zalicza kolejne porażki. Zdradzana przez męża, zmuszona do rozwodu, zostaje sama z córką. Nawet jej syn odwraca się od niej. Mało tego. Od pewnego czasu Marzena ma stalkera, psychicznie chorą kobietę, która stanowi poważne zagrożenie. Mimo przeciwności losu, pisarka nie zamierza się poddać. Przelewa emocje, pragnienia  na papier i tak powstaje jej nowe dzieło,  "Dziennik suki", pełen fantazji seksualnych. Czy Marzena Wierzba stanie się kobietą, którą tak pragnie być? Czy odzyska rodzinę? 
    Ta książka to ciekawa pozycja dla wszystkich kobiet, bez wyjątku. W losach głównej bohaterki, każda z nas możne znaleźć jaką cząstkę siebie. Tak to już jest, że na co dzień zaangażowane jesteśmy w pełnienie tylu ról, że zawsze jakaś sfera będzie zaniedbana. I to jest normalne. Problem pojawia się, gdy to zaniedbanie przekształca się w zapomnienie, w odłożenie na nieokreśloną przyszłość, ostatecznie w rezygnację. A najczęściej rezygnujemy z samej siebie. Zamiast realizować pragnienia, marzymy o nich. Zamiast kochać, przeżywamy cudze romanse. Mogąc być boginią seksu, ograniczamy się do roli pensjonariuszki. Zupełnie jak bohaterka książki. 
    I o tym musiał powiedzieć nam właśnie mężczyzna. Autor. Bardzo bezpośrednio, konkretnie. 
    Drogie panie, zamiast przeglądać się w oczach innych kobiet, posłuchajmy czasem, co mają do powiedzenia nasi panowie. Może zainspirować. Tymczasem zachęcam do lektury książki. 
    

sobota, 16 września 2017

Złudzenie - Thomas Erikson

    Kto choć raz zetknął się ze szwedzkimi kryminałami, poznał co znaczy świetnie napisana książka, która zadowoli nawet wybrednych czytelników. Jest to spore wyzwanie dla tamtejszych pisarzy, gdyż poprzeczka jest wysoko ustawiona. Przeciętność w szwedzkiej sensacji się nie sprawdza, stąd wiem, że gdy coś wychodzi spod pióra naszych północnych pisarzy, musi być dobre. Dlatego, gdy tylko natrafiłam na "Złudzenie" Thomasa Eriksona, wiedziałam, że mam nowego kompana do popołudniowej kawy.




    "Złudzenie" to pierwszy tom z debiutanckiego cyklu powieści kryminalnych z Alexem Kingiem w roli głównej. Akcja książki toczy się w Sztokholmie. Pewnego dnia, na jednym z wykładów Kinga, psychologa, dochodzi do zabójstwa. Ktoś strzela do mężczyzny w tłumie. Ofiarą jest jeden z najbogatszych biznesmenów. Mijają dni, ginie kolejny mężczyzna. Komisarz Gabriel Hallmark rozpoczyna dochodzenie. Na jaw wychodzą pewne fakty. Ofiary, na kilka dni przed śmiercią, otrzymały listy z pogróżkami. W zamian za ochronę życia, mieli wpłacić określoną sumę pieniędzy na podane konto.Niespełnienie żądania równoznaczne jest ze śmiercią. Ktoś, kto wykonuje wyrok na ofiarach, to nieuchwytny snajper, doskonale wyszkolony. 
    Alex King, we współpracy z policją, próbuje schwytać zabójcę. Wykorzystując swoje umiejętności i wiedzę, stara się nakreślić profil mordercy. Jednocześnie, w tajemniczych okolicznościach, znika brat komisarza. Jest on z zawodu dziennikarzem, który, ze względów finansowych, przyjmuje zlecenie napisania biografii. Jak się okazuje, jej bohaterem jest jeden z głównych szefów miejscowej mafii. Dziennikarz wpada w poważne kłopoty. Musi się spieszyć z książką, inaczej ucierpią jego najbliżsi. 
    Czytając "Złudzenie", przygotujmy się na prawdziwie inteligentną lekturę. Oprócz dynamicznej akcji, mrocznego klimatu, pełnego napięcia i fantastycznie skonstruowanej osobowości głównych bohaterów, autor wciąga czytelnika w świat teorii psychologicznych. Wykorzystując elementy analizy zachowań ludzkich Carla Gustawa Junga, Thomas Erikson stawia przed czytelnikami wiele pytań. Czy wystarczy poznać schematy zachowań człowieka, by móc przewidzieć jego osobowość i pokierować jego dalszym działaniem?
    Praktycznie do samego końca nie znałam odpowiedzi na nurtujące mnie wątpliwości, a tych, w trakcie lektury, stale przybywa. Zakończenie zaskakuje, symbolizuje tytuł. Nic nie jest takie, jakie nam się wydaje. Wszystko to pozory, złudzenie.
     

czwartek, 14 września 2017

W głąb labiryntu - Sigge Eklund

    Symonides z Keos był zdania, że życie to skomplikowany labirynt, z którego nie można wyjść, a czym dalej, tym trudniej. I tak jest w debiutanckiej powieści Sigge Eklund, o bardzo symbolicznym tytule "W głąb labiryntu", w której autor proponuje czytelnikom błądzenie po labiryncie ludzkiej psychiki i zagmatwanego świata bohaterów. Tak, byśmy poznali skomplikowaną historię, której zakończenie nie musi wcale oznaczać symbolicznego odnalezienia wyjścia. 




    Pewnego majowego dnia w tajemniczych okolicznościach znika 11-letnia Magda, córka  
Asy i Martina Horn. Obydwoje nie potrafią poradzić sobie z  nową sytuacją. Zwłaszcza, że do tej pory całą uwagę skupiali na karierze, zapominając przy tym, co oznacza bycie rodzicem i małżonkiem. 
     Asa to psycholog, który, korzystając z doświadczenia zawodowego, próbuje nawiązać kontakt telepatyczny z córką. Martin pracuje jako wydawca w jednej z największych firm w rejonie. Prywatnie - wiecznie nieobecny ojciec. 
    Z chwilą zniknięcia córki małżonkowie będą musieli zmierzyć się z prawdą o sobie samych, a ta czasami bywa bolesna. 
    Debiutancka powieść Sigge Eklund określana jest jako kryminał, jednak w moim odczuciu jest to bardziej dramat psychologiczny. W zdecydowanej większości fabuła skupia się nie na wątku kryminalnym, lecz na przeżyciach wewnętrznych głównych bohaterów. To z perspektywy ich psychiki próbujemy dotrzeć do prawdy. Czy jest to w ogóle możliwe? Każdy z nich skrywa sekrety przeszłości, uwikłany jest w teraźniejszość, zniekształconą przez lęki, niezrealizowane ambicje, własne ograniczenia. W labiryncie ludzkiej psychiki łatwo się pogubić. Każdemu z nas. Bohaterzy książki, by poznać prawdę o losach córki, będą musieli najpierw poznać siebie samych i stawić czoła przeszłości. Jednak nie każdy potrafi odnaleźć wyjście z labiryntu. 
    Mnie powieść wciągnęła. Tylko to zakończenie... Ale nie zdradzę. Odsyłam do kartek książki. 



   



niedziela, 3 września 2017

Prokurator - Paulina Świst

    "Prokurator" Pauliny Świst swoją premierę miał już jakiś czas temu i na większości blogów książkowych są dostępne recenzje na jego temat. Tym razem żadnej nie przeczytałam, co było trafnym posunięciem. Gdybym wiedziała, że debiut Pauliny nie jest typowym kryminałem, jakiego się spodziewałam, a połączeniem erotyki z sensacją, prawdopodobnie nie sięgnęłabym po tę pozycję. Byłby to błąd. Może nie jest to ambitna powieść dla fanów kryminałów, ale idealnie nadaje się na weekendową, szybką lekturę. "Prokurator" wciąga, zatem zaparzcie sobie duży kubek kawy i zarezerwujcie wolne popołudnie. 




    Dla trzydziestoletniej, atrakcyjnej adwokatki Kingi Błońskiej zaczyna się nowy etap w życiu. Nie dość, że została zdradzona przez męża, to jeszcze podjęła się obrony groźnego przestępcy "Szarego", który okazuje się jej przyrodnim bratem. W sumie nie miała wyboru. Szary postawił jej ultimatum. Doskonale wiedział, jak urobić siostrzyczkę.
    Bałagan w życiu prywatnym i zawodowym jest dobrym pretekstem, by odreagować na dyskotece. Tam poznaje atrakcyjnego, aroganckiego Łukasza Zimnickiego. Duża dawka alkoholu, pociągający mężczyzna oznaczają jedno: dziki, jednorazowy seks.I najważniejsze: bez zobowiązań.
    Oczekiwania niewiele mają wspólnego z rzeczywistością. Kilka godzin później obydwoje spotykają się na sali rozpraw. Pan Zimnicki, "Zimny" okazuje się być osławionym prokuratorem, który od dawna robi wszystko, by posadzić Szarego.
    Wzajemna fascynacja i pożądanie przeplata się z nieufnością, życie prywatne miesza się z zawodowym, a obydwoje są przecież profesjonalistami. Wszystko nie byłoby tak skomplikowane, gdyby nie chodziło o proces bossa mafii. Przebiegły, inteligentny, mający wtyki zrobi wszystko, by uniknąć więzienia. Nawet prokurator Zimny mu nie przeszkodzi. W końcu Szary ma bystrą marionetkę - adwokat Błońską.
    Paulina Świst umiejętnie połączyła gatunek kryminalny z modną ostatnio literaturą erotyczną. Na szczęście nie jest to coś na kształt "Grey'a". Opisy scen erotycznych nie zdominowały treści książki. Zostały zobrazowane, jako przykład świetnego seksu, na który każdy ma ochotę.
    Chociaż wielu recenzentów zarzuca Paulinie zbyt prosty język, przesycony wulgaryzmami, jak dla mnie jest to zaleta tej powieści. Wpływa na autentyczność zachowań postaci w kontekście fabuły. Każdy bohater jest osobowością, która dokładnie wie, czego chce i nie da sobą pomiatać, stąd soczysty język jest jak najbardziej naturalny.
    W "Prokuratorze" zastosowano narrację dwuosobową. Paulina zrezygnowała z typowych rozdziałów na rzecz opisu tych samych zdarzeń z perspektywy Kingi i Łukasza. Dzięki temu została rozbudowana sfera emocjonalna głównych bohaterów, co dużo wnosi do treści książki. 
    Nie jest to wielowątkowa fabuła, jednak akcja jest tak dynamiczna, że trudno stracić zainteresowanie podczas czytania. 
    Według mnie jest to bardzo dobry debiut Pauliny Świst, a jej zamiarem było w sposób lekki i zrozumiały opisać świat prawniczy.
    Osobiście zachęcam was do lektury "Prokuratora", sądzę jednak, że jest on skierowany raczej do płci pięknej.

    Przyjemnej lektury i do następnej książki.

piątek, 1 września 2017

Pionek - Małgorzata i Michał Kuźmińscy

    Przyznałam się już, że coraz częściej zaglądam do lokalnej biblioteczki, gdzie wypożyczam książki, których tytuły są mi obce. Jest to taka odskocznia od tych wszystkich nowości wydawniczych, które wypadałoby przeczytać. W ten sposób dotarłam do powieści Małgorzaty i Michała Kuźmińskich, jednej z nielicznych książek, które udało mi się przeczytać w miesiącu sierpniu.




    "Pionek" to kolejna część przygód Anny Serafin, wykładowcy akademickiego i dziennikarza Sebastiana Strzygonia. Tym razem zgrany duet trafia do śląskich Gliwic. 

    W miejskim parku zostają odnalezione zwłoki młodej studentki. Brutalnie zaatakowana nożem, prawdopodobnie zgwałcona. Morderstwo przypomina dawniejsze zbrodnie wampira z Szombierek, który w podobny sposób zabił trzy kobiety - w Bytomiu, w Gliwicach i w Zabrzu. Ówczesny podejrzany, Pionek, został schwytany przez policję i osadzony w więzieniu. Jego kara wkrótce dobiega końca. Strzygieł i Serafin chcą bliżej przyjrzeć się mrocznym morderstwom sprzed lat, a pomóc ma w tym wywiad z Pionkiem. Oboje nie zdają sobie sprawy z niebezpieczeństwa, jakie im zagraża. Komuś bardzo zależny, by przeszłość nie ujrzała światła dziennego. 

    Mogę śmiało napisać, że "Pionek" Kuźmińskich to genialny polski kryminał, który realistycznie oddaje klimat życia na Śląsku. Poznajemy trudną codzienność rodzin górników, ich tradycje, gwarę. Wpatrujemy się w obraz zmanipulowanej władzy, policji, które zrobią wszystko, by ocalić swój wizerunek. Otrzymujemy fantastyczny obraz psychologiczny seryjnego mordercy. Do tego misternie ułożona fabuła, w której jedno wydarzenie implikuje kolejne, co uniemożliwia czytelnikom dotarcie do prawdy jeszcze w trakcie czytania.

    Gorąco polecam lekturę "Pionka". Sama sięgnę po inne pozycje autorstwa Kuźmińskich. Po tej lekturze jestem pewna, że warto.

czwartek, 3 sierpnia 2017

Powtórnie narodzony - Margaret Mazzantini

    „Powtórnie narodzony” to historia miłosna z wojną w tle. Powieść doczekała się ekranizacji, co może świadczyć o jej jakości. Przyznam, chwyta za serducho. Dużo emocji, wiele dramatycznych wydarzeń, miłość, śmierć, tęsknota, niezrozumienie.



     Akcja dzieje się w  okupowanym wojną Sarajewie.  Młoda Włoszka o imieniu  Gemma poznaje Gojko, bośniackiego poetę, który jako przewodnik, później przyjaciel, pokazuje jej uroki i tajemnice miasta. To tutaj, w Sarajewie kobieta poznaje miłość swojego życia, przystojnego fotografa, Diego. Szybko nawiązują romans, jednak Gemma musi wracać do Włoch, gdzie czeka jej narzeczony.
    Po pewnym czasie zakochani spotykają się ponownie, tym razem w Rzymie. Pobierają się, chcą stworzyć pełna rodzinę. Starają się o dziecko, jednak Gemma okazuje się bezpłodna. W Sarajewie znajdują młodą kobietę, która zgadza się na bycie surogatką. Gemma wraz z Diegiem opuszczają kraj. Jednak mężczyzna dłużej już nie może tak żyć i wraca do oblężonej Bośni. 
    PO kilku miesiącach Gemma postanawia poszukać męża. Powraca do  Sarajewa i odkrywa, że surogatka jest w ciąży. Zaraz po narodzinach dziecka, Gemma wraz z noworodkiem odlatuje do Rzymu. Sama. Diego zmienia decyzje, postanawia pozostać w kraju. 
    Mijają lata, Gemma ponownie wychodzi za  mąż, jej syn ma już 16 lat. Na zaproszenie dawnego przyjaciela Gojko, matka z synem wyruszają do Sarajewa, by chłopak mógł poznać kraj swego ojca, który już nie żyje. Do Gemmy powraca trudna i bolesna przeszłość. I prawda, której do pory nie poznała.

     „Powtórnie narodzony” to ciężka emocjonalnie lektura. Tematyka wojenna nigdy nie była i nie będzie łatwa, bo trudno zdystansować się w obliczu ludzkiego cierpienia, a tego tutaj sporo. Autorka w szczery sposób zobrazowała tragedię ludzi. Pełno brutalnych scen, dużo cierpienia i ogromna wola życia. Na takim tle rozwija się miłość, owocna i tragiczna jednocześnie.

     Główna bohaterka wzbudzała we mnie mieszane uczucia. Dookoła okrutna wojna, a Gemmę zaślepia pragnienie posiadania potomstwa. Do takiego stopnia, że jest w stanie zaakceptować fakt, że jej mąż odbędzie stosunek z obcą kobietą. Byle tylko mieć dziecko. Mimo cierpień jakie przeżyła, jest zbyt spokojna, wręcz zobojętniała. Jedni walczą o przeżycie, inni walczą o spełnienie.

    Z drugiej strony, taki wątek pokazuje, że nawet w obliczu najtragiczniejszych wydarzeń może wyrosnąć coś pięknego, silnego. Coś, o co warto walczyć i dla którego warto się poświęcić. 

"Dom sióstr"- Charlotte Link

       Duży, stary dom, stojący gdzieś na uboczu, z dala od wścibskich oczu, otoczony bezkresem pól i lasów, kusi, przyciąga i magnetyzuje...